Jesteśmy tak źle postrzegani w Europie, że piłkarze zrobią wszystko co możliwe, żeby wygrać z Niemcami. To na pewno podniosłoby morale i dumę całego narodu. W bardzo złych czasach potrzebujemy takiego kopa. Wszyscy dookoła nas atakują, oskarżają, że jesteśmy leniami. Możemy pokazać, że jesteśmy narodem, który potrafi wybrnąć z najgorszej sytuacji - powiedział PAP 56-letni właściciel restauracji, posiadający obywatelstwo polskie i greckie.

Reklama

Dodał, że oprócz pobudek patriotycznych piłkarze greccy będą też bardzo zdeterminowani do zwycięstwa z czysto materialnych powodów. To jest ich przyszłość, kluby też robią cięcia w zarobkach - wyjaśnił.

Simeonidis ma świadomość, że większość fachowców i ekspertów piłki nożnej nie daje graczom Hellady zbyt wielu szans w starciu z drużyną Joachima Loewa. W 2004 r., kiedy zdobyliśmy mistrzostwo Europy, było dokładnie tak samo. Nikt na nas wówczas nie stawiał. A w fazie grupowej pokonaliśmy wszystkie drużyny, poza Rosją, w ćwierćfinale - Czechy, w półfinale - Francję, a w finale - gospodarzy turnieju Portugalię. I teraz też mamy szansę powalczyć z Niemcami, choć to drużyna bardzo dobrze poukładana - ocenił Simeonidis.

Jego zdaniem obecne relacje polityczne między Grecją a Niemcami w kontekście kryzysu w jakim pogrążona jest jego ojczyzna, nie będą rzutowały na piątkowy mecz.

Zwykli ludzie są sfrustrowani, ale nie mają pretensji do Niemiec, bo wiadomo, że każdy stara się dbać o swoje interesy. Niemcy mają też sporo do odzyskania, dlatego że w sumie ich banki najwięcej straciły, a kanclerz Angela Merkel prowadzi taką politykę, bo obiecała, że banki dostaną te pieniądze z powrotem - uważa Simeonidis.

Dodał, że prawdziwych źródeł zapaści ekonomicznej w Grecji należy szukać na miejscu. Wina za kryzys jest nasza. Prawie każdy Grek to powie: wina jest tych, co kradli, kolejnych rządów - Nowa Demokracja, PASOK, znowu Nowa Demokracja, PASOK - to ciągle ci sami ludzie, dbali tylko o własne interesy. I na dodatek złe prawo. Sami jesteśmy sobie winni - twierdzi.

Zdaniem Simeonidisa, część Greków może mieć pretensje do Niemiec i Unii Europejskiej, że wsparcie im udzielane jest mało efektywne. To pusta pomoc, przelewanie z pustego w próżne. Długi powinny być umorzone. Banki już swoje dostały nawet w trójnasób, w tej chwili to są odsetki od odsetek i spirala kredytu cały czas się nakręca. Metoda zaciskania pasa niewiele daje, rynek wewnętrzny jest dławiony. Ale to wszystko nie będzie rzutować na mecz.

Mający liczną rodzinę w Grecji Simeonidis dodał, że ciężka sytuacja gospodarcza sprawiła, że mistrzostwa UEFA Euro 2012 nie są masowo oglądane. Ludzie mają co innego na głowie, żeby pasjonować się piłką - nadmienił.

Przed piątkowym meczem Simeonidisa martwi głównie fakt, że w drużynie greckiej nie zagra Giorgos Karagounis, strzelec jedynej bramki w spotkaniu z Rosją (1:0), który pauzuje za dwie żółte kartki. Pomocnik Panathinaikosu Ateny wywalczył z reprezentacją Grecji mistrzostwo Europy w 2004 r.

To bardzo ważny gracz, potrafi zagrzać kolegów do boju, pociągnąć całą drużynę. Pracuje przez pełne 90 minut mimo swoich 35 lat. Myślę, że trener Fernando Santos znajdzie taką taktykę, aby go zastąpić. Sądzę, że oprze się na dwóch atakujących i dorzuci dwóch ofensywnych pomocników. Podejrzewam, że przez pierwsze 20-30 minut piłkarze greccy będą cofnięci, bo będą się bali szybko stracić bramkę, jak to się stało w meczu z Czechami - powiedział Simeonidis.

Rodzice Filiposa Simeonidisa wyemigrowali do Polski po wybuchu wojny domowej (1946-1949) w Grecji. Przyjechali do Gdyni, gdzie w 1954 r. wzięli ślub. Filipos Simeonidis ukończył ekonomikę transportu morskiego na Uniwersytecie Gdańskim. Od 2006 r. prowadzi własną restaurację grecką w Gdyni.