Tytuł z pierwszej strony "Bilda" nawiązuje do europejskich programów ratunkowych dla pogrążonej w kryzysie Grecji, które Niemcy finansują w największej części. Już wcześniej dziennik ten ostrzegał Greków, że żaden program ratunkowy nie pomoże w starciu z trenerem niemieckiej reprezentacji Joachimem Loewem.

Reklama

To będzie całkiem jasna sprawa - tak jasna jak szklanka ouzo" - pisze "Bild". Dodaje, że jedyne pytanie brzmi: "jak szybko rozstrzygniemy ten mecz". "Bo w niemieckie zwycięstwo nikt nie wątpi - podkreśla gazeta.

"Bild" wysłał też swego reportera na przeszpiegi do podwarszawskiego hotelu, w którym zakwaterowani są greccy piłkarze. Ten "ujawnił" m.in., że trener reprezentacji Fernando Santos pali jednego papierosa za drugim, kapitan Giorgos Karagounis głośno przeklina, rozmawiając przez telefon, a piłkarze piją dużo kawy. Reportaż wywołał ponoć oburzenie w greckich mediach.

Podtekst polityczny piątkowego meczu eksponuje także na czołówce dziennik "Die Welt", wskazując, że dylemat ma kanclerz Angela Merkel, która zasiądzie na trybunach stadionu w Gdańsku. Merkel, forsująca politykę zaciskania pasa w strefie euro, nie jest zbyt popularna w dotkniętej kryzysem Grecji.

Dlatego Welt" ocenia, że mecz z Grecją to względnie łatwe zadanie dla piłkarzy. "Znacznie trudniejsze zadanie ma tego dnia Angela Merkel. Zasiądzie na trybunie honorowej w Gdańsku i musi zadać sobie pytanie, jak energicznie może wyrażać swoją radość" - pisze "Welt". Jeśli w zbyt oczywisty sposób będzie cieszyć się z gola dla Niemiec, to rozzłości wrażliwych Greków, tym bardziej, gdy padną jeszcze dwie albo trzy bramki. Jeżeli zaś będzie klaskać powściągliwie, to w Niemczech będą mówić, że pani kanclerz mogłaby w końcu prawdziwie cieszyć się z sukcesu swojej reprezentacji - dodaje.

Według "Welta" spotkanie Grecji i Niemiec - głównych aktorów kryzysu finansowego - w ćwierćfinale Euro 2012 jest jak makabryczny żart boga futbolu. Biedni przeciwko bogatym, dręczeni przeciwko dręczycielom. Z grupy A mogli wyjść Rosjanie albo Polacy, przeciwnikiem Niemiec mogliby być Czesi. Ale nie. To musieli być akurat Grecy. Gdyby w życiu Angeli Merkel był przycisk +Nie lubię+, to na pewno by go teraz wcisnęła - pisze "Welt". Dodaje, że Merkel od dawna uważana jest przez Greków za surową euromamuśkę, która rózgą chłosta Greków po palcach, gdy chcą sięgnąć po pieniądze z funduszy ratunkowych.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze, że Grecy mogą potraktować swą rzekomą biedę i rzekome upokorzenie przez bogate Niemcy jako motywację w obronie i w ten sposób jedenastu reprezentantów może zapewnić swym jedenastu milionom rodaków rozrywkę, radość, a wręcz +schadenfreude+ (radość z cudzego nieszczęścia).