Święto piłki nożnej nie utrudniły też drogi ani stereotypy. Wybryki chuliganów przed meczem Polska-Rosja były odosobnionym incydentem. Nie spisali się polscy piłkarze, ale nawet po ostatecznej przegranej Polski nie zawiedli polscy kibice. Stereotypów o polskich animozjach wobec obcych nie potwierdzili także ci, którzy fanami piłki nożnej nie są. To dzięki zachowaniu Polaków w zagranicznych mediach dominował ton zachwytu, zdziwienia i zaskoczenia tym, jak Polska wygląda, i tym, jak jej mieszkańcy okazali się otwarci, życzliwi i spragnieni pozytywnych emocji.

Reklama

I choć te mistrzostwa mogą przejść do historii dzięki wygranej broniących tytułu Hiszpanów - bo jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by jakiś zespół dwa razy z rzędu zdobył tytuł mistrza Europy - to Polacy mają niemałe powody do zadowolenia.

Przebieg Euro 2012 pokazał, że nie sprawdziły się groźby Sola Campbella, który w BBC straszył zabitymi na ulicach, rasistami i kibolami. Nie sprawdziły się obawy włoskiej prasy, że święto piłki nożnej uniemożliwią rozgrzebane autostrady i stadiony, ani irlandzkich dziennikarzy bojących się chorób i zatruć pokarmowych.

What a shock - najczęściej powtarzali zagraniczni korespondenci, zdając relację z Polski, ale i kibice zdziwieni, że można się dogadać nie tylko na migi, że Polacy chętnie bratają się na pomeczowych nocnych imprezach, a pierogi, choć ruskie, najlepiej smakują po polsku.

Sportowe emocje związane z Euro zaczęły już na pierwszych treningach ekip drużyn stacjonujących w Polsce. 11 tysięcy kibiców zaśpiewało Łukaszowi Podolskiemu urodzinowe "Sto lat", niemieccy piłkarze nie pozostali zresztą dłużni - chętnie rozdawali autografy, a swój trening cała drużyna spędziła w koszulkach z dużą mapą Polski i znanym z Facebooka kciukiem i hasłem: "Lubię to". Po przegranej z Włochami w półfinale niemieckie media chętnie przywoływały wypowiedź dyrektora reprezentacji Niemiec Olivera Bierhoffa z pożegnania w Gdańsku: Zapamiętamy Polaków jako wspaniałych ludzi.

Opalenica pokochała Portugalczyków, Wrocław - Czechów, którzy nawet przed decydującym dla Polaków meczem na treningu witani byli oklaskami. To Polacy? - dziwił się ulubieniec łowców autografów Petr Cech, na co dzień bramkarz Chelsea.

I choć Czesi we Wrocławiu przycisnęli polską reprezentację i wyrzucili Polaków z Euro, to liczni fani biało-czerwonych wracających do hotelu zwycięzców witali owacjami, gratulowali i prosili o autografy.

Coś podobnego przeżywam po raz pierwszy w karierze. To jest niesamowite, że kibice gospodarzy mogą być przyjaźnie nastawieni nawet wtedy, gdy eliminujesz ich drużynę z turnieju. To mogło przydarzyć się tylko w Polsce i we Wrocławiu - powtarzał w mediach obrońca Tomas Sivok.

Hitem telewizyjnym na całym świecie okazali się jednak Irlandczycy - i to już po tym, jak odpadli z Euro. Z Polską żegnali się w Poznaniu - głośnym śpiewaniem irlandzkich przyśpiewek, podskokami i zdejmowaniem butów. Na poznańskim Starym Rynku nie zabrakło też "Polska biało-czerwoni" w wykonaniu Irlandczyków i transparentów z napisem po polsku: "Szukacie męża? Rozmawiajcie z nami".

To dzięki kibicom z Zielonej Wyspy piłkarskim hymnem tych mistrzostw stał się "Rocky Road to Poland", odśpiewany poza Poznaniem także w Bydgoszczy, gdzie utonął James Nolan - 21-letni kibic z Irlandii. Mieszkańcy w dowód współczucia dla rodziny dowieszali zielone wstążeczki do biało-czerwonych flag w oknach i na samochodach. Czapki z głów przed Polakami - to jeden z licznych komentarzy na stronie irlandzkiego dziennika Thejournal.ie. A trener z piłkarskiej szkółki Nolana zapowiedział, że urlop z rodziną spędzi właśnie w Bydgoszczy.

Cieniem na tym wizerunku Polski położyły się przede wszystkim chuligańskie wybryki przed meczem z Rosjanami - obszernie relacjonowane przez CNN i BBC, komentowane w europejskiej prasie. Zawiedli też polscy piłkarze i żadną pociechą dla polskich kibiców nie jest, że Euro 2012 rozpoczęło się od gola Polaka - Roberta Lewandowskiego.