Dziennik Gazeta Prawana logo
Author

Łukasz Bąk

Bąk: Porsche? Dziękuję, wolę Fiestę

24 marca 2017
Bąk: Porsche? Dziękuję, wolę Fiestę
Jak doskonale wiecie, zawsze staram się być szczery w opisywaniu samochodów. Możecie być pewni, że nigdy nie zdarzyło mi się uznać za dobry modelu, który mi się nie spodobał (nawet wtedy, gdy producent pozwolił mi pojeździć nim po Sardynii). I odwrotnie – nigdy nie napisałem źle o aucie, które wydało mi się dobre (bo np. zaserwowany podczas prezentacji stek był niedosmażony). Niemniej ostatnio moja dziennikarska moralność została wystawione na ciężką próbę. W ubiegły poniedziałek otrzymałem e-maila od Porsche z propozycją pojeżdżenia najnowszymi modelami firmy po torze w Stambule. I nie chodziło w tym wypadku o zrobienie jednego okrążenia w fotelu pasażera. Z e-maila wynikało, że podczas trzydniowej imprezy będę mógł prowadzić, co chcę, jak chcę.

Łukasz Bąk: Sportowe audi? Grzybobranie jest ciekawsze

13 stycznia 2017
Łukasz Bąk: Sportowe audi? Grzybobranie jest ciekawsze
Gdy kilkanaście lat temu, jeszcze jako nastolatek, mieszkałem daleko na południu Polski, nikogo nie dziwiło, że na Wszystkich Świętych spadało dwa metry śniegu, który topniał dopiero w okolicach Bożego Ciała. Żadna telewizja nie informowała przez cały tydzień na żółtym pasku z adnotacją „PILNE”, że na zewnątrz jest -20 stopni Celsjusza. Bo dla wszystkich naturalne było, że „jak jest zima, to musi być zimno”. Nikomu nie przyszło nawet do głowy, żeby zamknąć szkoły – po prostu udawaliśmy się na lekcje na nartach biegowych, co było doskonałym treningiem przed zajęciami z WF-u. A te polegały na ręcznym odśnieżaniu terenu wokół szkoły. W samych T-shirtach, dzięki czemu przez cały następny rok nie mieliśmy nawet najmniejszego kataru. 

Łukasz Bąk: Alkohol? Narkotyki? Dopalacze? Znacznie groźniejszy jest katar

05 stycznia 2017
Łukasz Bąk: Alkohol? Narkotyki? Dopalacze? Znacznie groźniejszy jest katar
Przez cały okres świąteczno-noworoczny moja rodzina nieskutecznie odpierała ataki jakiegoś paskudztwa. Gdy wy wsuwaliście bożonarodzeniowy bigos, my tratowaliśmy siebie pod drzwiami toalety. Gdy łamaliście się opłatkiem, my dzieliliśmy się ostatnimi tabletkami aspiryny. Kiedy wy wznosiliście noworoczny toast kieliszkami szampana, my opróżnialiśmy kolejne kubki z gripexem i buteleczki z syropami. A gdy w całym kraju w górę wystrzeliły fajerwerki, osobiście miałem wrażenie, że wszystkie eksplodują w samym centrum mojej głowy. Oczywiście postanowiliśmy się poradzić lekarza. Ten stwierdził, że to zwykła grypa i jedyne, co uznał za słuszne nam przepisać, to trzy palety witaminy C i jeden kontener chusteczek higienicznych.