Łukasz Bąk: Sportowe audi? Grzybobranie jest ciekawsze
13 stycznia 2017
Gdy kilkanaście lat temu, jeszcze jako nastolatek, mieszkałem daleko na
południu Polski, nikogo nie dziwiło, że na Wszystkich Świętych spadało
dwa metry śniegu, który topniał dopiero w okolicach Bożego Ciała. Żadna
telewizja nie informowała przez cały tydzień na żółtym pasku z adnotacją
„PILNE”, że na zewnątrz jest -20 stopni Celsjusza. Bo dla wszystkich
naturalne było, że „jak jest zima, to musi być zimno”. Nikomu nie
przyszło nawet do głowy, żeby zamknąć szkoły – po prostu udawaliśmy się
na lekcje na nartach biegowych, co było doskonałym treningiem przed
zajęciami z WF-u. A te polegały na ręcznym odśnieżaniu terenu wokół
szkoły. W samych T-shirtach, dzięki czemu przez cały następny rok nie
mieliśmy nawet najmniejszego kataru.