"Słowa Napieralskiego zostały sformułowane na podstawie prokuratorskiego wystąpienia do Sejmu w sprawie uchylenia immunitetu Ziobry, w którym czyn powoda był określony jako przestępstwo; sprawa była przedmiotem publicznego zainteresowania" - mówił, uzasadniając wyrok sędzia Jacek Tyszka.

Reklama

Ziobro pozwał Napieralskiego za wywiad udzielony przez ówczesnego lidera SLD radiowej Trójce we wrześniu 2008 r. Sejm zajmował się wówczas wnioskiem płockiej prokuratury okręgowej o uchylenie Ziobrze immunitetu w związku ze sprawą ujawnienia na przełomie 2005 i 2006 r. szefowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu akt sprawy mafii paliwowej.

Ostatecznie Ziobro sam zrzekł się wtedy immunitetu parlamentarnego. Zrobił to po ponad godzinnym wystąpieniu w Sejmie, podczas którego przekonywał, że wniosek prokuratury o uchylenie mu immunitetu jest bezpodstawny. Ponad dwa lata temu prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie, sąd zaś uznał w 2010 r., że w sprawie Ziobro nie naruszył prawa.

Wcześniej jednak - w dniu, w którym Sejm zajmował się immunitetem Ziobry - Napieralski w radiowym wywiadzie powiedział m.in.: "sprawa dla mnie jest prosta: zabrać immunitet, postawić pana ministra przed sądem, osądzić i ukarać". Na pytanie dziennikarza dotyczące Ziobry: "popełnił przestępstwo, pana zdaniem?" - lider SLD odpowiedział: "moim zdaniem, tak".

"Pan minister Ziobro pokazywał jakieś dziwne świstki papieru, niszczarki, rzucał papierami, oskarżał ludzi, nic potem z tego nie wyszło i teraz ma problemy. Może nauczeni doświadczeniem prawnicy, prokuratorzy tamtych wydarzeń są bardzo powściągliwi, mają materiały, dowody, pokazują, kiedy mają pokazać, a nie robią z tego show polityczne. Debata wokół pana ministra jest zbyteczna. Sprawa jest jasna i oczywista" - mówił wtedy Napieralski.

Reklama

Za te słowa Ziobro domagał się w pozwie cywilnym od lidera Sojuszu przeprosin w gazetach i radiu oraz zapłaty 30 tys. zł na cel społeczny. Sąd oddalając powództwo, przyznał w środę, że wypowiedź byłego szefa SLD wprawdzie naruszała dobra osobiste Ziobry, ale nie była bezprawna. Zgodnie z Kodeksem cywilnym "ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne".

Reklama

Sędzia ocenił, że lider SLD w radiowym wywiadzie korzystał z wolności słowa i prawa do krytyki. "Nie można wymagać, aby poseł, któremu znane są fakty, musiał z wszelkimi wypowiedziami czekać aż do ogłoszenia wyroku skazującego, co zwykle trwa długie lata. Trzeba znaleźć jakieś wypośrodkowanie" - dodał Tyszka. Wskazał, że wypowiedź Napieralskiego nie była wyrazem jego przekonania, ale wywołana została wnioskiem prokuratury.

Wyrok jest nieprawomocny. Reprezentujący Ziobrę mec. Bartosz Kownacki powiedział PAP, że wystąpi o pisemne uzasadnienie wyroku, skonsultuje się z klientem i prawdopodobnie złoży apelację.

W styczniu 2009 r. płocka prokuratura okręgowa postawiła Ziobrze zarzut przekroczenia uprawnień i ujawnienia tajemnicy służbowej. Zamierzała także postawić zarzut prokuratorowi Wojciechowi Miłoszewskiemu z Krakowa, który na polecenie Ziobry - ówczesnego ministra sprawiedliwości - zgodził się zapoznać szefa PiS z aktami śledztwa dotyczącego mafii paliwowej. Sąd dyscyplinarny nie zgodził się jednak na uchylenie immunitetu Miłoszewskiemu.

Śledztwo zostało umorzone w listopadzie 2009 r. - w wątku dotyczącym byłego ministra sprawiedliwości podstawą był brak danych dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa. Ziobro nie zgodził się wtedy z taką podstawą umorzenia. Argumentował, że z uzasadnienia decyzji o umorzeniu wynika, że postępował on zgodnie z prawem, natomiast jako podstawę umorzenia - jego zdaniem, niewłaściwie - wskazano właśnie brak danych dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa.

W maju zeszłego roku warszawski sąd rejonowy uwzględnił zażalenie Ziobry na podstawę umorzenia tego śledztwa. Sąd uznał m.in., iż czyn, który zarzucano byłemu ministrowi, "nie zawierał znamion czynu zabronionego".

Marcin Jabłoński (PAP)

mja/ abr/ ura/