Możemy tylko ujawnić, że motywem zbrodni były, jak twierdził podejrzany, sprawy osobiste, wynikające z charakteru ofiary i jego relacji z najbliższymi - mówi tvp.info Paweł Wierzchołowski, szef Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów.

Reklama

Z całą pewnością będziemy wnosić o zbadanie Olgierda J. przez biegłych psychiatrów w celu ustalenia, czy w momencie zbrodni nie miał ograniczonej poczytalności - dodaje.

Do morderstwa doszło w warszawskim mieszkaniu artysty. Na ciele mężczyzny znaleziono kilkadziesiąt ran ciętych.

Wiadomo już co dokładnie działo się przed tragedią. Cała trójka: ojciec, matka i syn pili tego dnia alkohol. Kiedy kobieta wyszła do kuchni, Olgierd J. wziął tasak i zaatakował leżącego na łóżku ojca. Ten najprawdopodobniej spał - policja ustaliła, że mężczyzna się nie bronił. Zadał mu kilka ciosów, a chwilę po tragedii zgłosił się na policję i przyznał do zabójstwa.

Podczas przesłuchania Olgierd J. przyznał, że żałuje, że zamordował ojca, jak wynika z nieoficjalnych informacji.

Rodzina malarza jest znana policji. Ludwik Lech J. spędził kilka lat w więzieniu, po tym jak podpalił swoją żonę. Jak później tłumaczył chciał namalować obraz płonącej kobiety.