Turcja zrobi wszystko, co możliwe, aby integralność, suwerenność i jedność Ukrainy została zachowana - tak podkreślał przewodniczący tureckiego parlamentu Cemil Cicek (czyt. Dżemil Ciczek). Spotkał się on z polskimi dziennikarzami w Ankarze. Dziś do Turcji przylatuje prezydent Bronisław Komorowski. Celem oficjalnej wizyty jest uczczenie 600-lecia nawiązania polsko-tureckich stosunków. Jednak najważniejszym tematem rozmów prezydenta Polski z tureckimi politykami będą wydarzenia na Ukrainie, a zwłaszcza na Półwyspie Krymskim.

Reklama

Przewodniczący tureckiego parlamentu tłumaczył dziennikarzom, że Ankara jest szczególnie zainteresowana rozwiązaniem sytuacji na Krymie, bo mieszka tam 300 tysięcy ich rodaków - Tatarów Krymskich. Stanowią oni 12 procent mieszkańców Autonomicznej Republiki Krymu. Posługują się językiem bliskim tureckiemu i są sunnitami, tak jak większość Turków. Cemil Cicek podkreślał jednak, że trzeba szukać optymalnych, pokojowych rozwiązań z udziałem wszystkich stron.

Dodał, że Turcja nie da się podpuścić innym krajom w sprawie zbrojnej interwencji na Krymie. Jak stwierdził, Turcja odczuła na własnej skórze, że niektóre kraje, które teraz chcą interweniować na Ukrainie w przypadku poprzednich napięć nie reagowały np. w Syrii, gdzie zginęły tysiące ludzi. Gdzie była społeczność międzynarodowa? Niektórzy wręcz stwierdzili możecie się zabijać, byle byście nie użyli broni chemicznej - mówił Cemil Cicek.

Szef tureckiej dyplomacji Ahmet Davutoglu w weekend odwiedził Kijów i rozmawiał telefonicznie o sytuacji na Ukrainie ze swoimi odpowiednikami z 9 krajów, między innymi, USA, Niemiec, Francji i Polski. Turcja zrobi wszystko co możliwe, by zapewnić stabilność Krymu w granicach zjednoczonej Ukrainy - podkreślał Davutoglu. Podobnie deklarował podczas wczorajszego spotkania z przedstawicielami tatarskiej mniejszości w Turcji.