Leczenie za kratami: Tu nikt się nie lituje. Dym robi się dopiero, gdy ktoś "odwali kitę"
16 maja 2013
Jedni leżą na pryczy i gapią się w sufit, inni wolą stolik
przy oknie, zaś Marek całymi dniami przestaje przy kaloryferze. Bo tam
cieplej. A jak żeberka grzeją, to ból staje się bardziej znośny.
Mężczyzna tabletek nie może przyjmować ze względu na chory żołądek,
dostaje czopki przeciwbólowe, ale te szybko przestają działać. Od tego
sterczenia przy grzejniku spodnie 35-latka całe się wytarły. Niemal
świecą dziurami. Aby raz a dobrze wyleczyć chore biodro i pozbyć się
bólu, wystarczyłaby jedna operacja. Ale mężczyzna siedzi za kratami, a
tutaj nikt się nad osadzonymi nie lituje. Dym robi się dopiero wtedy,
gdy ktoś się "wyhuśta" - jak mawiają więźniowie - albo "odwali kitę".