Merz był pytany o swoje spojrzenie na USA podczas spotkania z młodzieżą w ramach Zjazdu Katolików Niemieckich. "Jestem wielkim wielbicielem Ameryki. W tej chwili mój podziw nie rośnie. (...) Nie poleciłbym dziś moim dzieciom wyjazdu do Stanów Zjednoczonych, aby tam zdobywały wykształcenie i pracowały" - odpowiedział kanclerz, cytowany przez agencję dpa.
Kanclerze Niemiec wygwizdany
Dyskusję z udziałem szefa niemieckiego rządu zakłócili na krótko aktywiści klimatyczni okrzykami i gwizdami. Ochroniarze wyprowadzili z sali jedną z protestujących kobiet, druga opuściła ją dobrowolnie. Wydarzenie mogło być następnie kontynuowane. Według policji przed centrum kongresowym demonstrowało około 400 osób przeciwko polityce klimatycznej rządu Niemiec. Był to już drugi raz w tym tygodniu, gdy wystąpienie Merza przerywano gwizdami i buczeniem. We wtorek spotkało go to podczas kongresu niemieckich związkowców w Berlinie, gdzie nawoływał do głębokich reform. Powiedział m.in., że kraj musi "wziąć się w garść", bo w przeciwnym razie grozi mu pozostanie w tyle za szybko zmieniającym się światem.
Merz ma problemy
Kanclerz przyznał w Wuerzburgu, że ma problemy z komunikacją. Oznajmił, że z coraz większą intensywnością zastanawia się, dlaczego nie udaje mu się w wystarczającym stopniu dotrzeć do ludzi i przekonać ich, że obrany przez niego kurs jest właściwy. "Wiem, że muszę coś poprawić w swojej komunikacji, żeby ten przekaz był lepiej rozumiany" - przyznał. Merz zaznaczył, że mimo wielkich wyzwań chce starać się dawać krajowi i społeczeństwu optymizm, że można sobie z nimi poradzić. Jego zdaniem musi on jednak jeszcze więcej wyjaśniać.
Spadają notowania kanclerza Niemiec
6 maja minął rok od zaprzysiężenia Merza na kanclerza. Szef rządu mierzy się z niskimi notowaniami; w sondażach pozytywnie jego pracę ocenia zaledwie kilkanaście procent Niemców. Tygodnik "Der Spiegel", podsumowując 12 miesięcy Merza u władzy, pisał o panującym w kraju "ponurym nastroju" spowodowanym m.in. kryzysem w gospodarce, sporami w koalicji CDU/CSU-SPD oraz napięciami w relacjach transatlantyckich.