Trump został oficjalnie nominowany tego wieczora kandydatem GOP w tegorocznych wyborach. Zdobył znacznie powyżej wymaganego minimum 1237 głosów delegatów na konwencję, co delegacje poszczególnych stanów potwierdziły wyrażając kolejno poparcie dla nowojorskiego miliardera.

Czytaj więcej

Nominację na wiceprezydenta otrzymał gubernator stanu Indiana Mike Pence. Pence, wcześniej wybrany przez Donalda Trumpa na jego partnera w listopadowych wyborach - został nominowany przez aklamację, czyli bez formalnego głosowania.

Trump podziękował za nominację, przemawiając z Nowego Jorku do zebranych w hali Quicken Loans Arena za pośrednictwem telebimu. - Nigdy tego nie zapomnę.(...) Ten etap procesu wyboru prezydenta się zakończył. Razem osiągnęliśmy historyczne rezultaty - powiedział miliarder.

Przewodnim tematem wtorkowego wieczoru miała być gospodarka, ale przemawiający na jej forum prominentni Republikanie mówili o niej przeważnie ogólnikowo, powtarzając standardowe tezy GOP o potrzebie uwolnienia biznesu od nadmiernych regulacji rządowych i wymogu płacy minimalnej oraz konieczności obniżek podatków.

Republikański przewodniczący Izby Reprezentantów, Paul Ryan, wymienił litanię problemów ekonomiczno-społecznych w USA – stagnację dochodów klasy średniej, biedę i brak pewności zatrudnienia milionów pracujących Amerykanów – i za wszystkie obwinił administrację Obamy.

- Za rządów najbardziej liberalnego (w amerykańskiej terminologii: lewicowego - PAP) prezydenta, jakiego mieliśmy, bieda w Ameryce się pogłębiła- powiedział.

W swym wystąpieniu Ryan, były kandydat na wiceprezydenta, wymienił Trumpa tylko dwa razy – i to za każdym razem w towarzystwie gubernatora stanu Indiana Mike'a Pence'a, wybranego przez miliardera jako wiceprezydenta w przyszłym gabinecie.

Głównym obiektem ataków była we wtorek Hillary Clinton. - Hillary Clinton powie wszystko i zrobi wszystko, aby tylko zostać prezydentem. Nie możemy na to pozwolić - powiedział przywódca republikańskiej większości w Senacie Mitch McConnell.

McConnell został najpierw wybuczany, kiedy pojawił się na mównicy. Zwolennicy Trumpa uważają go bowiem za uosobienie partyjnego establishmentu, który wahał się z jego poparciem. Później jednak zyskał aplauz, gdy powiedział, że jako prezydent Trump będzie podpisywał ustawy uchwalane przez republikański Kongres (obecnie wetowane przez prezydenta Obamę).

Najostrzejsze przemówienie przeciw Clinton wygłosił gubernator stanu New Jersey, Chris Christie, który jako jeden z pierwszych polityków republikańskich poparł Trumpa i był wymieniany jako jeden z najpoważniejszych kandydatów na wiceprezydenta w jego przyszłym gabinecie.

Christie, były prokurator, wygłosił przeciw Clinton mowę oskarżycielską, przypominając jej skandal z mailami i sprawę śmierci czterech dyplomatów amerykańskich w konsulacie w libijskim Benghazi w 2012 r., kiedy Hillary była sekretarzem stanu. Republikanie zarzucają jej, że zaniedbała ochronę konsulatu.

Atakował też ją za „reset” stosunków z Rosją – nie wspominając, że ta inicjatywa wyszła z Białego Domu – oraz układ nuklearny z Iranem, politykę administracji na Bliskim Wschodzie i normalizację stosunków USA z Kubą.

Znakomicie ocenione przemówienie wygłosił najstarszy syn Trumpa, Donald Trump Jr.

Podkreślił w nim, że jego ojciec "nie będzie prezydentem elit", tylko zwykłych ludzi. Mówił, że będzie się troszczyć o interesy biednych, m.in. "likwidując specjalne luki w prawie podatkowym dla bogaczy". Kładł nacisk na biznesowe doświadczenie Trumpa i jego skuteczność w działaniu, mówiąc, że "nie ma dla niego nic niemożliwego".