Dziennik Gazeta Prawana logo

Muzyczny demon

18 sierpnia 2016, 23:24
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
PORTRET Grał z gigantami rocka i muzycznej awangardy, wreszcie został jednym z najbardziej cenionych kompozytorów muzyki filmowej. Oto Cliff Martinez. Właśnie ukazała się jego ścieżka dźwiękowa do filmu „Neon Demon”

Cliff Martinez o najnowszym filmie Nicolasa Windinga Refna mówi, że to mieszanka nastroju kultowej „Doliny lalek” z lat 60. z muzyką Johna Williamsa i horroru „Teksańska masakra piłą mechaniczną”. Podobna jest też muzyka: pełna niepewności, grozy, na moment usypiająca i później zaskakująca demonicznym klimatem. Od lat Cliff Martinez jest mistrzem w budowaniu uwierającego nastroju w muzycznym tle filmów mistrzów kina, z którymi przyszło mu pracować.

Urodzony w połowie lat 50. w Nowym Jorku szybko wszedł w świat awangardy muzycznej. Grywał z takimi mistrzami muzycznych i poetyckich eksperymentów, jak Lydia Lunch czy Captain Beefheart. Na początku lat 80. był perkusistą Red Hot Chili Peppers. Zagrał na ich dwóch pierwszych płytach, w 2012 roku został wprowadzony wraz z zespołem do Rock and Roll Hall Of Fame. W niedawnym wywiadzie dla „Vanity Fair” Martinez powiedział, że wtedy z ulgą zakończył z nimi współpracę, bo nie wyobrażał sobie siebie w wieku 40 lat biegającego po scenie ze skarpetami na genitaliach, a takie występy zdarzały się RHCP. Na szczęście dla kina, poświęcił się pracy nad muzyką filmową.

„Za garść dolarów” Sergio Leone to, jak przekonuje we wspomnianym wywiadzie, jeden z filmów, który odcisnął na nim największe piętno. Szczególne wrażenie zrobiła na nim muzyka Ennia Morricone. Martinez wszedł w podobne relacje ze Stevenem Soderberghiem i Nicolasem Windingiem Refnem. Z Soderbeghiem Martinez zaczął pracować od jego debiutu w 1989 roku, „Seks, kłamstwa i kasety wideo”. Potem były jeszcze m.in. „Solaris”, „Traffic” i serial „The Knick”, za które dostał kilka nominacji (m.in. do Grammy) i nagród. Martinez podkreśla w wywiadach, że Soderbergh dawał mu wolną rękę, zachęcając do eksperymentowania. I Cliff z tego z radością korzystał, tworząc przepełnione elektroniką oryginalne wizje muzyczne, wzbogacone użyciem egzotycznych instrumentów.

Fascynowały go dokonania Briana Eno, Apex Twin, Amon Tobin czy Kraftwerk i te inspiracje słychać w jego soundtrackach. W przerwach między pracą dla Soderbergha Martinez komponował także do innych filmów, chociażby „Więcej czadu”, ale najbardziej wyraziste soundtracki szykował dla duńskiego reżysera Nicolasa Windinga Refna. W 2011 roku do kin trafił „Drive”, kryminał z Ryanem Goslingiem w roli głównej. Elektroniczna, ambientowa muzyka Martineza idealnie pasowała do stylistyki filmu. Przypominająca lata 80., minimalistyczna, oparta na prostych motywach, ocierająca się o banał, a z drugiej strony wprowadzającą niepokój. Po „Drive” panowie powrócili do współpracy przy kolejnym filmie Refna, „Tylko Bóg wybacza”. Martinez do swojej, osadzonej w retro stylu, niepokojącej elektroniki dołączył wstawki orientalne – akcja filmu dzieje się w Bangkoku. W tym roku ponownie spotkali się na planie. Tym razem thrillera o ciemnych stronach kariery modelek, obsesji cielesnego piękna, którego akcja osadzona jest w pełnym neonów Los Angeles, „Neon Demon”. Muzyka Cliffa idealnie pasuje do tego przesadnie wystylizowanego, groteskowego i perwersyjnego filmu. Podobno często zdarzało się, że na planie obrazu reżyser zamiast „akcja” krzyczał: „Violence motherfuckers”. Zdaje się, że podobnie dopingował się Cliff Martinez, pracując nad tym soundtrackiem. Jego ilustracyjnej muzyce towarzyszą piosenki zespołu bratanka reżysera Juliana Windinga i jednej z najważniejszych postaci współczesnego popu Sia. Muzyka Martineza bywa romantyczna, ale nawet wtedy podszyta jest niepewnością i przeszywającymi, ostrymi dźwiękami. Przywołuje skojarzenia z klaustrofobicznymi kompozycjami Alana Silvestriego z „Otchłani” albo mroczne wizje przyszłości Vangelisa z „Łowcy androidów”. Słychać też, że Martinez zna twórczość Tangerine Dream. Tu już nie ma luźniejszych tematów jak w „Drive”. Jest duszno i intensywnie. Nawet jeśli zdarzają się mniej ilustracyjne, a bardziej piosenkowe momenty jak „Messenger Walks Among Us”, to i tak bardziej przypominają ambientowe eksperymenty Briana Eno, a nie przebojową elektronikę synthpopowych bandów z lat 80.

Martinez obraca się wciąż w podobnej stylistyce. W elektronicznej duszności w stylu retro jest mistrzem. Jego motywy są dziś niemniej rozpoznawalne niż motywy Ennio Morricone czy Trenta Reznora. Soundtrack „Neon Demon” odbierany w słuchawkach w zaciemnionym pokoju spowoduje, że nieraz przeszyje was dreszcz i zaczniecie się nieswojo oglądać za siebie. 

Cliff Martinez | Neon Demon | Warner Music

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj