W przypadku płynu do papierosów elektronicznych podatek miał wynieść 0,55 zł za każdy mililitr, a od wyrobów nowatorskich – 155,79 zł/kg i 32,05 proc. średniej ważonej detalicznej ceny sprzedaży tytoniu do palenia. Na dwa dni przed wejściem w życie regulacji resort zmienił jednak zdanie. Jak tłumaczy, powodem zaniechania poboru akcyzy jest wirus SARS-CoV-2.

Reklama

Mali producenci, którzy stanowią większość z kilkuset firm działających w tym sektorze, nie kryją zadowolenia. – Zabiegaliśmy o przesunięcie w czasie wejścia podatku od kilkunastu tygodni. Powodem był wybuch pandemii, z powodu której wiele przedsiębiorstw nie zdążyło z uruchomieniem składu podatkowego, bo zdecydowały się w ostatniej chwili, a to zajmuje przynajmniej trzy miesiące. Inne miały problem z zabezpieczeniem akcyzowym – mówi Piotr Zieliński, prezes Stowarzyszenia Vaping Association Polska.

Mniejsza firma musi przeznaczyć na ten cel ok. 500 tys. zł. Tymczasem producenci przez ostatnie tygodnie nie zarabiali na sprzedaży swoich towarów, ponieważ większość z nich produkty oferuje w sklepach na terenie galerii handlowych, które były przez długi okres zamknięte. – Nie mam pieniędzy na zabezpieczenie akcyzowe. A od banku trudno teraz uzyskać gwarancję. Otrzymaliśmy decyzję odmową w tej sprawie. Dlatego jestem zadowolony z decyzji resortu, bo zyskałem czas na przygotowanie się – słyszymy od jednego z producentów działających na tym runku.

Zdaniem ekspertów trzy miesiące zwłoki niewiele zmienią w sytuacji producentów. Poza tym według nich firmy, które chcą działać w tej branży, podobnie jak w sektorze alkoholowym muszą liczyć się z dużymi wydatkami, przewidywać je i planować. Dlatego jest wiele wątpliwości co do zasadności przesunięcia wprowadzenia podatku. Szczególnie że według szacunków budżet państwa straci z powodu przesunięcia naliczania akcyzy 170 mln zł. W sytuacji zwiększonych wydatków, choćby z powodu wprowadzenia tarczy antykryzysowej, świadome rezygnowanie z dodatkowych wpływów jest niekorzystne.

Duzi gracze nie kryją zaskoczenia decyzją resortu. Jak wyjaśniają, została podjęta na ostatnią chwilę, bez konsultacji z nimi, a swoje plany biznesowe firmy układały pod mające obowiązywać przepisy. – Stanowczo sprzeciwiamy się takim zmianom zaledwie na dwa dni przed wejściem w życie efektywnej stawki. Propozycja nie była w żaden sposób konsultowana z branżą i negatywnie wpływa na stabilność i przewidywalność stanowionego w Polsce prawa. Data wejścia w życie efektywnej stawki akcyzy była znana przynajmniej od półtora roku. Strategie biznesowe różnych firm branży tytoniowej były przygotowywane w oparciu właśnie o te przepisy. Wydaje się, że był to odpowiednio długi termin na dostosowanie się producentów i utworzenie wymaganych składów podatkowych – wyjaśnia Adrian Jabłoński, dyrektor ds. korporacyjnych i komunikacji w JTI Polska.

W branży pojawiają się też opinie, że zaproponowane przez resort podejście faworyzuje w rzeczywistości jednego dużego gracza i jego produkt, a nie pomaga przetrwać małym producentom trudnych chwil.

Zdaniem prawników nie ma to miejsca i resort słusznie zrobił, wprowadzając opóźnienie w naliczaniu podatku dla wszystkich, a nie tylko części rynku. Poza tym prawnicy tłumaczą, że faktycznie to nie jest czas na wprowadzanie nowych podatków, bo te mogą być znaczącym obciążeniem dla wielu przedsiębiorców. Szczególnie tych, którzy stracili dużą część przychodów z powodu ograniczeń w handlu.

Branża tytoniowa nie jest jedyną, która zabiega o przesunięcie w czasie wejścia podatku. Inną jest sektor spożywczy, który apeluje o zaniechanie wdrażania podatku od cukru.

Resort finansów w swoim uzasadnieniu twierdzi, że nie są znane przesłanki, które wskazywałyby, że dzięki trzymiesięcznemu okresowi zaniechania poboru akcyzy przedsiębiorcy objęci tym zaniechaniem zyskają istotną przewagę konkurencyjną nad przedsiębiorcami produkującymi i sprzedającymi substytucyjne wyroby. ©℗