Amerykański sen okazał się dla polskiego powstańca Mariana Pyszko większym koszmarem niż Warszawa w czasie okupacji. Być może myśl ta przebiegła mu przez głowę, kiedy nocą z 28 na 29 lipca 1975 r. wykrwawiał się na jednej z ulic Detroit. 31 lat wcześniej jako „Ludomir” rozpoczynał właśnie przygotowania do walk na Żoliborzu z 566 plutonem przeciwlotniczym. Nie złamała go potem niewola w Stalagu XI A w Altengrabow ani mordercza harówka w komandzie pracy nr 274/1 w Gatersleben.

Reklama

Zabójczy stał się dla niego dopiero powrót z nocnej zmiany na zmywaku w miejscowej cukierni Sanders. Samochód, którym kierował Polak, zatrzymali młodzi Afroamerykanie. A potem roztrzaskali mężczyźnie głowę kawałkiem betonu oderwanym z elewacji pobliskiego Burger Kinga. Pyszko zmarł w szpitalu Mount Carmel Mercy kilka dni później. Prasa poinformowała o tym dokładnie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

Polak był drugą ofiarą rozruchów, które w historii zapiszą się jako zamieszki na Livernois i Fenkell (od nazw ulic w Detroit). „Pewnego wieczoru jechałem Livernois Avenue z czarnym kolegą. On prowadził, ja siedziałem jako pasażer, biały jak śnieg. Zobaczyliśmy policyjne koguty i ludzi biegających we wszystkich kierunkach, gorączkowo krzycząc. Nigdzie nie było białych” – wspominał tamtą noc kilkadziesiąt lat później na swoim blogu Leonard Kniffel, przewodniczący Stowarzyszenia Polsko-Amerykańskich Bibliotekarzy. „Skręciliśmy w prawo w Fenkell Avenue, tam było jeszcze więcej krzyczących ludzi, umundurowani policjanci machający pałkami za młodymi mężczyznami. Na środku ulicy stał samochód, na chodniku leżał mężczyzna. Policja nakazywała wszystkim samochodom ruszać i wynosić się” – dodawał Kniffel.

Zamieszki były brutalną odpowiedzią na incydent, który wydarzył się kilka godzin wcześniej przed Bob Bolton’s Bar-Grill, pobliskim barem wyłącznie dla białych motocyklistów. Jego właściciel Andrew Chinarian powie później policji, że 18-letni Afroamerykanin Obie Wynn miał broń i chciał ukraść jego samochód. Koledzy ofiary – że chłopak siedział na masce samochodu Chinariana, gadając z dziewczyną. Koniec końców pistolet okazał się śrubokrętem, a Wynn dostał kulę w potylicę. Gdy sędzia pozwolił właścicielowi baru wyjść za jedynie 500-dolarową kaucją, dzielnica wybuchła gniewem.

CAŁY TEKST DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>