Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym ma chronić społeczeństwo przed najbardziej niebezpiecznymi przestępcami – ich dane udostępnia się w części jawnej. W części niejawnej umieszcza się informacje o osobach skazanych za tego typu czyny po to, by np. nie dopuścić do zatrudnienia ich do pracy z dziećmi. Jednak tak skonstruowane przepisy nie zapobiegają sytuacjom, w których do rejestru pedofilów wpisywani są sprawcy niewiele starsi od swoich ofiar.

Reklama

Przekonał się o tym pewien 15-latek, który poprosił młodszą od siebie dziewczynę o przesłanie nagiego zdjęcia. Dziewczyna uległa namowom, a gdy sprawa wyszła na jaw, sąd dla nieletnich uznał prośbę chłopaka za przestępstwo z art. 200 par. 2. Zgodnie z tym przepisem składanie przez internet czy telefon propozycji obcowania płciowego, poddania się innej czynności seksualnej czy utrwalania treści pornograficznych podlega karze do dwóch lat więzienia.

Rozpatrując ten konkretny przypadek, sąd zdecydował, że wystarczającą karą będzie upomnienie. Jednocześnie jednak zdecydował o wpisaniu danych sprawcy do części niejawnej rejestru, do której dostęp mają, oprócz służb, także placówki zajmujące się opieką nad dziećmi, np. szkoły. Choć zgodnie z art. 9 ust. 2 ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 152), orzekając o odpowiedzialności w sprawie o przestępstwa na tle seksualnym na szkodę małoletniego, sąd może orzec o wyłączeniu zamieszczenia danych sprawcy. Z jakich powodów? Ze względu na ochronę życia prywatnego lub inny ważny interes prywatny pokrzywdzonego lub jego osób najbliższych albo gdy wpis do rejestru spowodowałoby niewspółmiernie surowe skutki dla sprawcy.

W ocenie rzecznika praw obywatelskich środki podjęte zarówno przez rodziców nieletniego, jak i sąd opiekuńczy w zupełności odniosły skutek. Nieletni zrozumiał niewłaściwość swojego zachowania, poniósł jego konsekwencje, wyraził skruchę i nie ma żadnych podstaw do twierdzenia, by istniało zagrożenie naruszania przez niego porządku prawnego.

Rolą rejestru jest ostrzeganie przed osobami stanowiącymi trwałe zagrożenie. A w tym przypadku sąd nie uznał, by nieletni wymagał np. terapii. Dlatego wpis do rejestru był, zdaniem RPO, nadmierną represją wobec nieletniego. W konsekwencji Adam Bodnar wystąpił do sądów o wykreślenie danych nastolatka. Przy okazji RPO zwrócił uwagę na niedostatki proceduralne. Otóż osoby wpisywane do rejestru dowiadują się o tym po fakcie, z zawiadomienia o wpisie, a więc już po uprawomocnieniu się orzeczenia. Wzmianka o tym nie jest bowiem umieszczana w wyroku –następuje z mocy prawa. Powoduje to, że na żadnym etapie sprawy dana osoba nie jest o tym informowana i nie może podjąć działań zmierzających do ochrony swoich praw.

Rzecznik wskazał, że tego typu "proceduralne pułapki", zastawiane na obywateli przez niejasne przepisy procesowe, są konsekwentnie piętnowane w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego jako poważne naruszenie zasad demokratycznego państwa prawa. Zdaniem RPO decyzja o umieszczeniu danych sprawcy w rejestrze powinna być podawana w wyroku.