Jak wyjaśnił wiceminister rozwoju regionalnego Paweł Orłowski podczas konferencji prasowej, z funduszy unijnych dofinansowywanych jest wiele form wspierania osób, które przekroczyły pięćdziesiąt lat. Podstawowym celem tych projektów jest wspieranie tych osób w podejmowaniu i utrzymaniu zatrudnienia. Z pieniędzy unijnych są więc finansowane dotacje i pożyczki na założenie własnej firmy, kursy i szkolenia, wsparcie psychologiczne i doradztwo.

Reklama

Wiceminister zapewnił, że w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej na lata 2014-2020 programy dla osób dojrzałych na pewno będą utrzymane, a możliwe, że będzie ich nawet więcej niż obecnie. Widzimy wyzwania, przed którymi w Polsce stoimy. Z jednej strony mamy niską aktywność zawodową osób po 50. roku życia, a z drugiej planujemy wydłużyć wiek emerytalny - powiedział Orłowski. Dodał, że obecnie w Polsce pracuje ok. 37 proc. osób 50+, podczas gdy średnia dla UE to ok. 47 proc. Zatrudnienie w tej grupie wiekowej w Polsce systematycznie rośnie, ale wciąż musimy sporo nadgonić - dodał Orłowski.

Wyjaśnił, że ministerstwo rozważa, czy w przyszłości nie uruchomić programu, z którego dofinansowanie będą mogły uzyskać tylko osoby po pięćdziesiątce.

O wsparcie z pieniędzy unijnych na lata 2007-13 mogą się ubiegać zarówno bezrobotni po 50. roku życia, jak i ci, którzy mają pracę, ale boją się, że ją stracą. Jak wynika z danych ministerstwa rozwoju regionalnego, od 2008 r. szkoleniami, doradztwem zawodowym i wsparciem psychologicznym objęto 77 tys. bezrobotnych w tym wieku. Prawie 10,5 tys. osób otrzymało dotację na założenie własnej działalności. MRR podało dane, że wśród osób po pięćdziesiątce, które skorzystały z unijnej pomocy ok. 56 proc. nadal ma zatrudnienie. To bardzo dobry wynik, bo w innych programach jest to na ogół 30-40 proc. - wyjaśnił Orłowski.

Najwięcej osób w wieku 55-64 lat uczestniczyło w projektach dofinansowanych z UE w województwach mazowieckim (15,4 tys.), śląskim (12,7 tys.) i wielkopolskim (11,4 tys.). Najmniej chętnych było w województwach podkarpackim (prawie 4,7 tys.) oraz w lubuskim (3,7 tys.).

Reklama