Grupa emerytów, którym ZUS wstrzymał wypłatę świadczeń, nie powinna oczekiwać przychylności TK. W lutym 2006 roku rozstrzygał on podobny spór i wynik był miażdżący dla poszkodowanych. Orzeczono, że nie można łączyć przyznanej już emerytury z pracą. W efekcie ZUS odebrał wypłacone kwoty. Dziś problem powraca.

Reklama

TK już przesądził

DGP opisywał niedawno przypadek poirytowanych emerytów. Niektórzy pobierając legalnie przyznane świadczenia, wzięli kredyty. Teraz ZUS, powołując się na wprowadzony ponownie w 2011 roku taki sam przepis zakazujący łączenia źródeł dochodów, zaprzestał wypłat. Czują się więc oszukani i chcą przywrócenia świadczeń oraz odszkodowania.

Grupę oszukanych organizuje Marian Studziński, urzędnik z Radomia. Nadzieję na sukces jemu i podobnie traktowanym dają prawnicy. Powołują się na kodeks cywilny (wyrządzenie szkody), zasady demokratycznego państwa prawa, równość obywateli, ochronę praw nabytych czy prawa własności. Lecz zapominają o orzeczeniu Trybunału sprzed sześciu lat. A ono nie pozostawia złudzeń – emerytura to łaska.

To od widzimisię państwa zależy, czy będzie wypłacać świadczenia. Jeśli znajdzie powód, by tego nie robić (inne źródło dochodów jest znakomitym pretekstem), może tak postąpić.

– Argumenty zdawały się być niepodważalne: niedziałanie prawa wstecz, ochrona praw nabytych, prawo do pracy i wolność wykonywania zawodu, prawo do zabezpieczenia społecznego w związku z osiągnięciem wieku emerytalnego, zakaz dyskryminacji, zakaz ingerencji w istotę praw konstytucyjnych czy wreszcie zaufanie do państwa prawa i stanowionych regulacji – wylicza Tomasz Balcerowski, radca prawny reprezentujący wówczas jednego ze skarżących.

Nic z tego. W kąt poszły wszystkie wartości, bo – jak stwierdził TK – „ochrona praw nabytych nie oznacza ich nienaruszalności i nie wyklucza stanowienia regulacji mniej korzystnych”.

Ważne inne wartości

To można zrozumieć, bo inaczej nie dałoby się zmieniać prawa. Jednak w przypadku osób, którym latami zabierano składki, mamiąc obietnicą świadczenia po osiągnięciu 65 lat, jest co najmniej niezrozumiałe. Lecz zdaniem TK dopuszczalne, jeśli przemawiają za tym „inne zasady, normy lub wartości konstytucyjne” (np. zakaz zadłużania państwa ponad 60 proc. PKB). Konieczność wyboru między pracą albo emeryturą, co zawsze prowadzi do zmniejszenia dochodów, TK nazywa „dodatkowym warunkiem realizacji” uzasadnionym „interesem publicznym”.

Bulwersujących sformułowań w orzeczeniu jest więcej. Choćby takie, że „emerytura jest w założeniu świadczeniem, które zastępuje, a nie uzupełnia wynagrodzenie z pracy”. A prawo do zabezpieczenia społecznego ma jedynie zagwarantować „godny poziom życia”. Prawdziwą perełką jest zaś oddalenie tezy, że po przepracowaniu kilkudziesięciu lat, osiągnięciu wieku oraz przyznaniu emerytury zgodnie z przepisami można oczekiwać, że będzie się ją otrzymywać. Zdaniem TK taki postulat dotyczy „wyłącznie oczekiwań usprawiedliwionych i racjonalnych”.

Decyduje linia

Od cytowanego wyroku minęło kilka lat. W tym czasie kontrowersyjny przepis nie obowiązywał. W gronie sędziów TK nie ma nikogo z wówczas orzekających. Teoretycznie daje to nadzieję na inne rozstrzygnięcie. Formalnie trybunał zabierze się bowiem za rozpatrzenie nowej sprawy w nowym składzie. Niemniej Tomasz Balcerowski nie pozostawia złudzeń.

– Wyrok z 2006 roku był precedensowy, a kardynalną zasadą orzecznictwa TK jest kontynuowanie już ustalonej linii orzecznictwa i przywoływanie wcześniejszych wyroków – podkreśla prawnik.

A jeśli dodamy to tego, że po sześciu latach państwo polskie jest jeszcze bardziej zadłużone, to nadzieje całkiem gasną.

DGP przypomina

Reklama

Wyrok w sprawie skargi konstytucyjnej z 7 lipca 2004 r. zapadł 7 lutego 2006 r. (sygnatura SK 45/04, sentencja w Dz.U. nr. 25, poz. 192) i dotyczył profesorów Stanisława Gebethnera i Edwarda Krasińskiego. Przez kilkanaście miesięcy otrzymywali z ZUS legalnie przyznane emerytury. Lecz po wprowadzeniu zakazu łączenia pracy z otrzymywaniem świadczeń Zakład wstrzymał wypłaty i zażądał zwrotu pieniędzy już przekazanych. Po rozstrzygnięciu trybunału odebrał zaś pieniądze, zmniejszając o kilkadziesiąt procent świadczenia wypłacane później obu skarżącym. Jak na ironię, gdy tego dokonał, przepisy ponownie się zmieniły i pozwolono emerytom równocześnie pracować. Pieniędzy już jednak nie oddano.