Z Jarosławem Kardasiem rozmawia Maciej Miłosz

Reklama
Źródło nieznane

fot. Wojtek Górski

płk Jarosław Kardaś w Służbie Więziennej spędził ponad 30 lat, był zastępcą dyrektora generalnego SW, w 2016 r. odszedł na emeryturę

Po co się wsadza ludzi do więzienia?

Aby odbyli karę. Ale to po wyroku. Można ich również zatrzymać tymczasowo w okresie, gdy prowadzone jest postępowanie – by nie mataczyli.

A resocjalizacja?

Prowadzi się ją ze skazanymi, nie tymczasowo aresztowanymi. Resocjalizacja to bardzo szerokie zagadnienie, ale sprowadza się do jednej rzeczy: chodzi o to, by człowiek, który jednak trafił do więzienia, nie wyszedł z zakładu gorszy i by był przystosowany do życia na zewnątrz. Czasami to są prozaiczne rzeczy: trzeba nauczyć go, by rano wstał, umył się i poszedł do pracy. Najlepszą rzeczą byłoby odwzorowanie w więzieniach zwykłego życia. Jeśli ktoś jest młody, to powinien się też uczyć. Pobyt w więzieniu powinien dawać szansę zdobycia zawodu czy podniesienia wykształcenia. To byłby ideał.

To jak wygląda nasza rzeczywistość?

Jest zdecydowanie trudniejsza i o wiele mniej różowa – warunki w więzieniach są bardzo kiepskie. W latach 90. przeprowadzono dwie fundamentalne zmiany, lecz nie zrobiono trzeciej. Równie ważnej. Pierwsza z wprowadzonych reform sprawiła, że człowiek trafiający do zakładu przestał być przedmiotem, a stał się podmiotem. Zyskał prawa, których funkcjonariusze muszą przestrzegać. Symboliczna była zmiana, że do skazanego trzeba się zwracać per pan. Ma on również prawo pisać skargi do instytucji, które mogłyby mu pomóc. Ma także prawo do opieki medycznej. To naprawdę wiele uprawnień, które kiedyś były nie do pomyślenia.

W kwestii opieki medycznej można usłyszeć, że skazani mają lepiej niż ci, którzy są na wolności.

To prawda. Wynika to z tego, że osadzony, który nie może uzyskać odpowiedniej opieki w jednostce penitencjarnej, jest przewożony do szpitala na zewnątrz – i tam traktowany jak pacjent prywatny, poza kolejką. Państwo nawet płaci za niego podwójnie. Często skazany jest ubezpieczony, a Służba Więzienna i tak się do niego dorzuca.

Reklama

Na czym polegała druga ważna zmiana?

Zmieniła się kadra – w tamtym czasie nastąpiła ogromna wymiana ludzi. Wielu funkcjonariuszy z czasów PRL nie potrafiło przystosować się do nowych realiów, do tego, że więzień ma jakiekolwiek prawa. Odchodzili lub byli zwalniani. W ich miejsce zatrudniono mnóstwo młodych osób, w tym wielu idealistów. Bo np. w tym czasie przyszło do nas sporo ludzi, którzy poodchodzili z seminariów. A więzienie to specyficzna praca, wielu z nich traktowało służbę jako pomoc bliźniemu. Jednak większość z czasem się wypaliła.

A czego zaniechano?

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM MAGAZYNIE DGP