Kiedy wczesną wiosną z przerażeniem patrzyliśmy, jak koronawirus obezwładnia włoską służbę zdrowia, do zawołania „wszystkie ręce na pokład” przyłączyli się również polscy naukowcy przekonani, że wiele potrzebnych artykułów jesteśmy w stanie wytwarzać na własną rękę. Produkty są już gotowe. Tyle że nie dla pacjentów.

Reklama

Wśród badaczy, którzy odpowiedzieli na apel, znaleźli się pracownicy Instytutu Chemii Bioorganicznej (IChB) Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu. W marcu rozpoczęli oni prace nad polskim testem na korona wirusa, przedstawiając jego kolejne wersje. Od połowy października na rynku dostępna jest najnowsza, o której nawet rządzący mówią, że to najszybszy i najnowocześniejszy produkt na rynku. To słowa, za którymi nie idzie wiele więcej. Pracowaliśmy nie po to, by odnieść sukces komercyjny czy dostać medale od prezydenta, ale aby nasza produkcja masowo wsparła polskie szpitale i laboratoria - słyszymy od naukowców, którzy nie kryją zdziwienia, dlaczego tak się nie stało.

Test na test

W połowie marca dyrektor instytutu, widząc, co się dzieje, spytał nas, kierowników zespołów, czy nie chcielibyśmy włączyć się na zasadzie wolontariatu w pomoc diagnostyczną. W tamtym czasie robieniem testów zajmowały się tylko laboratoria państwowe. W Poznaniu – sanepid. Nie wyrabiali się - opowiada Katarzyna Rolle z IChB. Powstała wówczas 54-osobowa Wirusowa Grupa Wsparcia, jak nazwali ją jej członkowie, zabrała się do analizowania próbek pobranych od osób z podejrzeniem COVID-19. Szybko dotarło do nich, że brakuje testów - wówczas pracowano głównie na brytyjskich i tureckich - co sprawiło, że trzeba było ograniczać liczbę dziennie wykonywanych badań. Uznaliśmy, że skoro mamy swoje laboratorium, sprzęt i wiedzę, spróbujemy stworzyć własny test – mówi Rolle. Cel był taki, żeby był to od początku do końca produkt polski. Dawałoby to możliwość stałej produkcji i uniezależnienia się od zagranicznych dostawców.

10 kwietnia, czyli dzień po swojej dymisji na tle sporów o datę przeprowadzenia wyborów prezydenckich, Jarosław Gowin, były już wicepremier oraz minister nauki i szkolnictwa wyższego, ogłosił na Twitterze, że Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego Państwowy Zakład Higieny (NIZP-PZH) potwierdził skuteczność poznańskiego testu na koronawirusa. „W przyszłym tygodniu wyprodukowanych zostanie pierwszych 150 tys. Ten test uratuje życie wielu z nas i pozwoli szybciej uruchomić polską gospodarkę" - cieszył się polityk. Jego ostatnią decyzją na stanowisku było przekazanie 15 mln zł na produkcję polskich testów. Nie muszę nikomu tłumaczyć, jak ważna to inicjatywa. Od jej powodzenia zależy życie i zdrowie wielu ludzi -mówił wówczas w mediach.

Doskonalenie produktu

Produkcją, o której mówił Gowin, zajęła się Medico farma. Jej prezes Cezary Kilczewski informował w czerwcu, że Ministerstwo Zdrowia otrzymało od firmy ofertę dużych dostaw. Do lipca odpowiedzi nie było. Naukowcy próbowali ustalić, co stało się z ich pierwszą produkcją. Z ich informacji wynikało, że nie trafiła do żadnego laboratorium współpracującego z Narodowym Funduszem Zdrowia. W międzyczasie naukowcy z IChB doskonalili swoją konstrukcję. Po pierwszej generacji testów opracowali drugą, a potem i trzecią.

Walczyliśmy, żeby test był bardzo czuły. Zależało nam na maksymalnym skróceniu czasu reakcji. To, co udało się stworzyć dzięki wsparciu biznesu z Medicofarmą i Polpharmą na czele, daje możliwość uzyskania wyniku już w ciągu godziny – mówi Rolle. Jak dodaje, inne testy oparte o tę samą technologię potrzebują przynajmniej 30–40 minut więcej, co przy tysiącach próbek analizowanych dziennie daje olbrzymią różnicę. Na początku listopada Gowin, który w międzyczasie wrócił do rządu w roli ministra rozwoju, pracy i technologii, zachwalał na stronach resortu, że polski gen innowacyjności zadziałał. Określił MediPAN-2G+ Fast COVID „najszybszym i jednym z najczulszych testów” na rynku.

Liczyliśmy przede wszystkim na zainteresowanie rządowe. Tym bardziej, że na naszą produkcję ponad pół roku temu dostaliśmy rządowy grant. Skoro wtedy w nas zainwestowano, to o inwestycje trzeba dbać - mówią nasi rozmówcy. – Liczymy na zainteresowanie i wsparcie ze strony instytucji państwowych. Chcielibyśmy zachęcić laboratoria diagnostyczne do korzystania z polskiego testu. To potwierdzi realne wsparcie dla rodzimych, innowacyjnych produktów i da przykład innym naukowcom, że warto się angażować, mimo pojawiających się trudności - mówi Kilczewski. Próbujemy zainteresować naszym testem resort zdrowia. Tak, by ta produkcja poszła do sanepidów, szpitali, może jako zaplecze do Agencji Rezerw Materiałowych. Na razie trafia do prywatnych laboratoriów - mówi Rolle.

Brak zainteresowania państwa spotkał również Ventil. To specjalny aparat, który w zamyśle twórców miał pozwolić na obsługę dwóch pacjentów za pomocą jednego respiratora. W warunkach prognozowanego wczesną wiosną braku tych urządzeń pomysł wydał się być darem niebios. Gowin określił go wówczas mianem „projektu unikatowego w skali świata”. Podległy mu resort wyasygnował na budowę urządzenia 5 mln zł. Ventil zrodził się w głowach naukowców z warszawskiego Instytutu Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej Polskiej Akademii Nauk. Ponieważ placówka nie dysponuje zapleczem produkcyjnym, montażem aparatów zajęli się inżynierowie z Łukasiewicz – Instytutu Techniki i Aparatury Medycznej w Zabrzu. W zamian za finansowanie ministerstwo postawiło jeden warunek: pierwsze 100 sztuk ma być gotowych w miesiąc.

Jak wspominał pod koniec lipca w rozmowie z DGP dyrektor instytutu Janusz Wróbel, montaż setki aparatów w tak krótkim czasie "to była jazda bez trzymanki". W trzy tygodnie uaktualnić projekt, zrobić dokumentację, ściągnąć niezbędne podzespoły, kiedy nagle wszyscy się na nie rzucili, zrobić wstępne testy… Powiem tak: bez siedzenia w soboty i niedziele się nie obyło - mówił inżynier. Od tamtej pory wokół urządzenia panuje cisza. O jego losy zapytaliśmy centralę Sieci Badawczej Łukasiewicz. – Produkcja aparatu Ventil została zakończona po wykonaniu serii 200 sztuk. Kilkanaście zostało później skierowanych na testy kliniczne. ITAM, który wyprodukował aparaty i uzyskał na nie certyfikat, nie gromadzi danych dotyczących ich aktualnego wykorzystania – mówi Joanna Puškar, kierownik zespołu komunikacji.

Resort nauki nie zdążył przygotować dla nas odpowiedzi o dalsze losy urządzenia. Nieoficjalnie jednak dowiedzieliśmy się, że aparaty po prostu trafiły do magazynu. Wspomniane testy kliniczne zostały przerwane (odbywały się w jednym ze szpitali na Pomorzu) z powodu drugiej fali koronawirusa. Zaangażowany w nie personel był bardziej potrzebny do bieżącej pracy na oddziale. W efekcie Ventil wrócił na półkę. Być może badania zostaną dokończone, kiedy sytuacja epidemiczna się się uspokoi.

Krzyż Zasługi

W kwietniu premier Mateusz Morawiecki po rozmowie z dyrektorem IChB Markiem Figlerowiczem pisał na Facebooku, że „efekt ich ciężkiej pracy ma dziś nie tylko wymiar medyczny, ale i psychologiczny. Ta wspaniała wiadomość wlała w serca wielu Polaków nadzieję i dała nam poczucie, że zyskujemy przewagę nad wirusem. Dla mnie priorytetem na najbliższe tygodnie i miesiące jest rozwój tego typu badań w Polsce, abyśmy jak najszybciej mogli być samowystarczalni. Ma to strategiczny wymiar dla całego państwa polskiego”. W podobnym tonie wypowiadali się jego podwładni z rządu.

Reklama

Nowe produkty miały być ratunkiem dla systemu ochrony zdrowia. "Dzięki uruchomieniu produkcji polskiego testu na SARS-CoV-2, który bazuje wyłącznie na polskich odczynnikach, zyskujemy dziś niezależność i bezpieczeństwo pod względem dostępności testów, co jest kwestią ogromnej wagi dla naszej zdolności opanowania epidemii" - pisał Jarosław Gowin. Obecnie resort zdrowia na pytanie, co dalej z testami i urządzeniami wspomagającymi respiratory, odpowiada krótko: "MZ nie kupuje testów PCR i respiratorów". NIZP-PZH również podkreśla, że choć poznańskie testy zostały sprawdzone - także dla potrzeb zakładu - i uzyskały pozytywną opinię, to ich dalszy los nie leży w gestii instytucji.

NIZP-PZH nie podejmuje decyzji, kto zakupi dane testy ani gdzie zostaną one przekazane - mówi Anna Dela, rzeczniczka zakładu. W międzyczasie resort nauki przeszedł pod zarząd ministra edukacji (część kompetencji przejęło Ministerstwo Rozwoju), zaś wiceminister Wojciech Maksymowicz, który nadzorował prace nad Ventilem, odszedł z urzędu. W związku z tym, że nie pełnię już funkcji w MNiSW, nie mam wiedzy o stanie realizacji projektu - zapewnia DGP. Polscy naukowcy mają się czym pochwalić: w sierpniu prezydent Andrzej Duda odznaczył sześcioro badaczy z IChB Krzyżem Komandorskim i Krzyżami Kawalerskimi Orderu Odrodzenia Polski, a 48 – Krzyżami Zasługi. Nawet odznaczenia od prezydenta nie przełożyły się na zainteresowanie rządu produktami wytworzonymi przez odznaczonych.