Gdy w Europie mocniej wieje, wówczas prąd wytwarzany przez wiatraki - i te lądowe, i te morskie - stanowi nawet więcej niż 20 proc. w miksie energetycznym krajów UE. Ale wystarczy nadejście pogody, nazywanej niegdyś przez żeglarzy flautą, a skrzydła turbin zastygają w miejscu i zaczynają się kłopoty.
Reklama
Przedsmak tego, jak mogą być wielkie dla nas, przyniosła ta jesień. W krajach Unii ceny prądu poszybowały w górę, bo jednocześnie drożeją gaz i węgiel, a mocniej wiać nie chce. Źródło energii, z którym wiąże się ogromne nadzieje, jest bardzo kapryśne.

Żeglowanie konieczne jest

„Żagiel był wspaniałym wynalazkiem, pierwszym wielkim osiągnięciem ludzkości na drodze wykorzystywania sił przyrody” - twierdzi Bolesław Orłowski w „Najkrótszej historii wynalazków”. Starożytne źródła mówią, iż na masową skalę pierwsi zaczęli używać go Egipcjanie. Pływające po Nilu łodzie początkowo napędzała siła ludzkich mięśni, aż pewnego dnia ktoś zauważył, że duży kawał płótna rozciągnięty na ramie może okazać się pomocny. Dzięki niemu udawało się przemieszczać znacznie szybciej i na większe odległości, nawet pod prąd. „Żaglowce egipskie poczęły się niebawem zapuszczać na morza. Po Morzu Śródziemnym pływały do Fenicji (dzisiejszego Libanu), skąd przywoziły wspaniałe cedry. Po Morzu Czerwonym docierały do leżącej daleko na południu Krainy Punt (zapewne dzisiejszej Somalii), powracając z pachnidłami, złotem i kością słoniową” - opisuje Orłowski.
Stopniowo zaczęto doskonalić konstrukcję żagli, czemu sprzyjała specyfika Morza Śródziemnego. Na akwenie tym lata są długie i ciepłe, wiatry mają stały kierunek i nie są zbyt kapryśne. Większą część roku dęły łagodne wichry etezyjskie, pozwalające dopłynąć statkiem z Rzymu do Aleksandrii w zaledwie 10 dni. Nie przypadkiem wokół tego morza rozkwitły w starożytności cywilizacje, które swoje gospodarcze prosperity oparły na żegludze - poczynając od Fenicjan, Kartagińczyków i Greków, a kończąc na Rzymianach.