Niewątpliwym zwycięzcą tego etapu kampanii jest lider Agrounii Michał Kołodziejczak, który zagrał przede wszystkim na siebie i wskoczył na listy Koalicji Obywatelskiej. I to z przytupem, bo przecież będzie jedynką KO w Koninie. Na zeszłotygodniowym wiecu Donalda Tuska we Włocławku lider PO traktował Kołodziejczaka niczym Władysław Kosiniak-Kamysz Szymona Hołownię, a więc niemalże jak równorzędnego partnera. Pozwolił mu nawet wygłosić wcale nie krótką przemowę.

Reklama

Sojusz budzi kontrowersje

Sojusz ten wciąż budzi kontrowersje, zarówno w samej KO, jak i reszcie opozycji. Wszyscy ci sceptycy mają wątpliwości co do lojalności Kołodziejczaka i jego retorycznych wyskoków. Jeśli na listy ludzi się nie bierze, to nie za to, co już powiedzieli, tylko za to, co dopiero powiedzą - mówi ważny polityk jednego z ugrupowań opozycyjnych.

Inna sprawa, że ten egzotyczny sojusz może być tylko tymczasowy, a po wyborach zabraknie miejsca w rządzie dla działaczy Agrounii. Widać też, że Tusk postanowił wykorzystać moment układania list do uporządkowania sytuacji we własnej partii.

CZYTAJ WIĘCEJ WE WTORKOWYM WYDANIU "DGP. DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>