Luksusowy statek wycieczkowy "MV Hondius" płynął z argentyńskiej miejscowości Ushuaia przez Atlantyk. Na pokładzie znajdowało się 88 pasażerów i 59 członków załogi z 23 państw. Rejs zamienił się w dramat, gdy u kilku osób wystąpiły objawy zakażenia hantawirusem. Trzech pasażerów zmarło.
Służby sanitarne były zaskoczone. Na eleganckich liniowcach nie spotyka się szczurów, które zazwyczaj roznoszą te wirusy. Naukowcy musieli więc szybko ustalić, jak patogen dostał się na pokład. Jak podaje Interia, odpowiedź znaleźli w unikalnej faunie Ameryki Południowej.
To nie szczur, to ryżaczek
Głównym nosicielem wirusa okazały się ryżaczki – małe, południowoamerykańskie gryzonie. Istnieje aż 17 gatunków tych zwierząt. Zamieszkują one tereny od Meksyku aż po Argentynę. Żyją w lasach tropikalnych, na plantacjach, a nawet w ogrodach i domach. Wirusolodzy zidentyfikowali dwa konkretne gatunki odpowiedzialne za zagrożenie:
- Ryżaczek żółtawy – żyje głównie w Brazylii, Paragwaju i północnej Argentynie.
- Ryżaczek długoogonowy – występuje w Chile oraz zachodniej i środkowej Argentynie.
Ślad prowadzi do argentyńskich lasów
Naukowcy podejrzewają, że wirusa przynieśli na statek ludzie, którzy wcześniej podróżowali po Argentynie. Jak podaje Interia, podejrzenia padły m.in. na parę Holendrów, którzy odwiedzili prowincje Neuquén i Misiones przed wejściem na pokład.
Eksperci łączą wzrost zachorowań ze zmianami klimatycznymi. Roberto Debbag z Latynoamerykańskiego Towarzystwa Wakcynologii wyjaśnia, że potężne pożary lasów zmusiły gryzonie do ucieczki w nowe miejsca. Zwierzęta częściej stykają się z ludźmi, co drastycznie zwiększa ryzyko infekcji. W samej Argentynie liczba zakażeń w ostatnim roku niemal się podwoiła.
Niebezpieczny wariant andyjski
Sytuacja na statku była wyjątkowo groźna z jednego powodu. W Argentynie występuje andyjska odmiana hantawirusa. To specyficzny wariant, który jako jeden z niewielu potrafi przenosić się bezpośrednio z człowieka na człowieka poprzez bliski kontakt.
Zazwyczaj ludzie zarażają się poprzez kontakt z odchodami lub moczem gryzoni, które znajdują się w trawach i zaroślach. Jednak w przypadku "MV Hondius" naukowcy nie wykluczają, że wirus rozprzestrzenił się między pasażerami już po wypłynięciu z portu. Co ciekawe, sam port w Ushuaia, skąd wypłynął statek, jest wolny od hantawirusa. Jak podaje Interia, powołując się na dane "Buenos Aires Times", na Ziemi Ognistej ryżaczki nie występują. Oznacza to, że patogen musiał zostać przywieziony z północnych lub centralnych prowincji Argentyny, gdzie panuje cieplejszy klimat podzwrotnikowy sprzyjający tym gryzoniom.
Cała fauna Ameryki Południowej jest specyficzna, a turyści z Europy rzadko mają z nią kontakt. To sprawia, że ich układ odpornościowy jest zupełnie nieprzygotowany na spotkanie z takimi patogenami.