niedziela  21 marca 2010 r.  Imieniny: Benedykta, Lubomira, Lubomiry
 
To view this object you need Flash
Poleć znajomemu
|
Umieść na Facebooku Dodaj do Blipa Dodaj do Twittera Wykop artykuł Dodaj dośledzika Wersja mobilna
|
Wydrukuj
|

Komentarze (2)

e-mail: 

Rozmowa DZIENNIKA z Basią Trzetrzelewską

Basia: To znowu ja. Wracam

Po 14 latach ciszy Basia wydaje nowy album z premierowymi kompozycjami: płyta zatytułowana ''It's That Girl Again'' 17 kwietnia trafi do sklepów. DZIENNIKOWI wokalistka opowiedziała o swoich początkach w Alibabkach, dlaczego wycofała się z muzyki i o pracy nad ostatnim albumem.

Pani nowa płyta nosi tytuł „It’s That Girl Again” ("To znów ta dziewczyna"). Czy to powrót do tamtej dawnej Basi z czasów przebojów „Half a Minute” i „Cruising for Bruising”?

BASIA TRZETRZELWSKA: I tak, i nie, bo historia z tytułowej piosenki z nowego albumu opowiada o kimś innym. To wspomnienie dziewczyny, którą kiedyś znałam. Była niezwykle pozytywnie nastawioną do życia osobą, niestety, zginęła w wypadku, i zanim to się stało, ani ja, ani moi przyjaciele nie zauważaliśmy specjalnie jej optymizmu. Za to od kiedy jej brakło, wciąż o niej myślę. Sama miałam kilka trudnych lat – zmarła moja mama, kuzynka, ciotki, kilku znajomych.

Dlatego wycofała się pani z życia muzycznego?

W ogóle przestałam śpiewać. Pogrążona w depresji szukałam inspiracji w życiu innych ludzi takich jak ta dziewczyna. Postanowiłam przejąć chociaż część jej radości życia. Nie było łatwo, ale w końcu się udało. W pewnym sensie jest więc to i piosenka o mnie.

Sądziłam, że będzie nią „Amelki śmiech” – jedyny polski utwór na płycie, może i w całej pani dyskografii.

Amelka to córeczka mojego chrześniaka mieszkającego w Polsce. Gdy nagrywałam album, miała niespełna rok. Było to pierwsze dziecko w rodzinie, więc wszystko kręciło się wokół niej. Spotykaliśmy się wówczas, tak jak zawsze gdy wracam do kraju, w szerszym gronie, gadaliśmy i śpiewaliśmy. Patrzyłam wówczas na moich bliskich, i myślałam sobie: – Boże, jakie to są fantastyczne głosy! Namówiłam więc mojego partnera, Kevina, żeby przywiózł sprzęt nagraniowy i mikrofony do domu, napisałam specjalnie piosenkę-walczyk i słowa do niej, i nauczyłam ich ją śpiewać. Pod koniec „sesji” Amelka zaczęła się śmiać. Dla mnie był to symbol, znak tego, co w życiu naprawdę ważne, czyli bycia z rodziną. Jeśli nasze dzieci się śmieją, to znaczy, że wszystko jest dobrze.

Mimo długiej nieobecności na scenie ma pani w Polsce wielu fanów. Ale paradoksalnie pani muzyka nie jest polska, lecz zakorzeniona w kulturze anglosaskiej i latynoskiej.

Zastanawiające, że my, Polacy, naród wychowywany w chłodzie i niedostatku, jesteśmy tak bardzo spragnieni egzotycznych dźwięków, nie od dziś kochamy przecież muzykę latynoską. Gdy zaczynałam śpiewać w Alibabkach, moją ulubioną piosenką była „Grajmy sobie w zielone”, mimo że mniej znana od np. „Kwiatu jednej nocy”. Była to quasi-samba w wolnym tempie. Już wtedy były modne takie brzmienia, cała masa pomniejszych zespołów stylizowała się na egzotykę. Z czasem okazało się, że ta moda przetrwała, także w świecie. Dziś styl latino to najbardziej chodliwy towar w muzycznym biznesie.

Czy jako artystka z Polski miała pani trudności z trafieniem do obcych kulturowo odbiorców?

Zabrzmi to dziwnie, ale nie miałam takich problemów. Gdy zaczęłam solową karierę, mój styl już okrzepł, wiedziałam, co chcę śpiewać, no i mówiłam już po angielsku. Po pierwszej i jedynej płycie Matta Bianco nagle okazało się, że ludzie chcą tego słuchać: jazzu z popem ze szczyptą latino. Wcześniej, zanim przyjechałam do USA, usłyszałam Arethę Franklin i Steviego Wondera – i wiedziałam, że to jest to. Taką muzykę chciałam śpiewać całe życie i to robię, więc przyszło to naturalnie. Także dziś już nie muszę zastanawiać się nad barierami kulturowymi.

Jak pani nagrywa i pisze?

Trzeba obserwować ludzi, podglądać ich w różnych sytuacjach, słuchać ich historii, zachowywać się czasem trochę jak w ludzkim zoo. Nie wolno zamykać się w czterech ścianach, bywać tylko wśród muzyków albo w hermetycznym środowisku show-biznesu. A poza tym, nie może zabraknąć energii i optymizmu do śpiewania.

O 17 kwietnia płytę Basi Trzetrzelewskiej znajdziesz w sklepie LITERIA.pl >

Podobne tematy:
Bieżące wydarzenia:
  •  
    2009-04-18 17:46  WSPANIAŁA JAK KIEDYS  ~Ania
  •  
    2009-04-09 15:32  It's That Girl Again!  ~Mak
  • ( 11 )

    "Agora" - antychrześcijańska krucjata?
    Ostatni wpis: kapumaniak , 08:49 2010-03-16
    do: Igorek Nie wiem skad w Tobie człowieku tyle nienawisci. Do Koscioła katolickiego nikt nikogo na siłe nie ciagnie. A tworza go ludzie a nie ksieza, to jest wspólnota i od ludzi zal ...
  • ( 6 )

    Hołdys: Robię ze swoją mordą, co chcę
    Ostatni wpis: Pio , 15:10 2010-03-11
    Koleś jako muzyk skończył się naście a może i już dziesiąt lat temu. A jako człowiek też nie przedstawia żadnej szczególnej wartości. Nie wiem dlaczego jest na siłe pokazywane ...
  • ( 4 )

    "Trzy siostrzyczki Trupki" w Teatrze na Woli
    Ostatni wpis: rapid , 22:36 2010-03-15
    Niestety w sztuce nie ma nic zaskakującego. Liniowy i uderzający brak fabuły. Dialogi, po pierszych 10 minutach przedstawienia przestają cokolwiek wnośić, oprócz kolejnych wulgaryzm&a ...
  • ( 3 )

    Kayah w teatrze Roma rozpoczyna trasę
    Ostatni wpis: alalala , 22:45 2010-03-20
    Brak nowego fajnego repertuaru i dla tego sprzedaje starego mocno smierdzacego kotleta po mocnej panierce kto kupi to badziewie? ...
  • ( 3 )

    Rysunkowy hip-hop ze Snoop Doggiem
    Ostatni wpis: ~Axel , 15:57 2010-03-19
    PB wyprzedza współczesny rap całą epokę ...
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14