Przez nienormowane przerwy palacze, kawosze, gaduły i amatorzy częstego spożywania posiłków wyraźnie skracają swój faktyczny czas pracy. Tylko na samych wyjściach na dymek firmy tracą dziennie kilkadziesiąt milionów złotych. To problem znany od lat, ale wkrótce znów może być w centrum uwagi.

Reklama

Skracanie czasu pracy

Rząd chce bowiem – przy udziale partnerów społecznych – przygotować znaczącą nowelizację działu VI kodeksu pracy, czyli dotyczącą czasu pracy. W trakcie negocjacji pojawi się zapewne także wspomniany temat, bo zmiany mają bazować m.in. na projekcie nowego k.p., który opracowano w poprzedniej kadencji Sejmu (nie będzie on uchwalony). Zakładał on wprost, że zatrudnieni czas poświęcony na sprawy niezawodowe mogą odpracowywać w formie zryczałtowanej (np. palacze codziennie zostają pół godziny dłużej).

W praktyce już teraz zatrudniający mogą przyjmować rozwiązania, które ograniczają nieformalne skracanie dniówek. Przypomnijmy, że zgodnie z art. 134 k.p. pracownik ma prawo tylko do 15-minutowej płatnej przerwy (jeżeli jego dobowy wymiar czasu pracy wynosi co najmniej sześć godzin).

Dyskusja na ten temat rozgorzała na nowo także za sprawą hiszpańskiego Sądu Karnego i Administracyjnego (Audiencia Nacional; sprawuje jurysdykcję ogólnokrajową). 11 lutego 2020 r. orzekł on, że pracodawca ma prawo nie wliczać nieformalnych wyjść (np. na papierosa, po kawę, śniadanie) do czasu pracy. Może też domagać się ich odpracowania.

Kosztowne nałogi

W Polsce pracodawcy też mogą podejmować działania, które ograniczą nadużywanie nieformalnych przerw.

– To kwestia, która powinna być normowana przepisami wewnątrzzakładowymi, czyli np. w regulaminie pracy. Firmy mogą określić, że przewidzianą w kodeksie pracy 15-minutową przerwę można wykorzystywać w konkretnych godzinach lub za ustaleniem z przełożonym. Jeśli miałaby być przedłużona, to tylko w porozumieniu z szefem, który decydowałby, czy zatrudniony musi odpracować dodatkowy czas – tłumaczy prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, członek zespołu ds. prawa pracy Rady Dialogu Społecznego.

Choć dziś przepisy nie regulują wprost np. odrobienia wyjść na dymek, przewidują możliwość odpracowywania zwolnień od pracy udzielonych zatrudnionemu w celu załatwienia spraw osobistych (art. 151 par. 21 k.p.; obowiązuje od 23 sierpnia 2013 r.). W takim przypadku nie będą to nadgodziny.

– Przepis ten jest ogólny, obejmuje każdy prywatny cel, a nie tylko np. konieczność załatwienia sprawy urzędowej. Dlatego moim zdaniem na jego podstawie można też odpracowywać nieformalną przerwę na papierosa – tłumaczy prof. Monika Gładoch, radca prawny z kancelarii M. Gładoch Specjaliści Prawa Pracy.

Podkreśla, że pracownicy muszą też liczyć się z innymi skutkami nieoficjalnego skracania dniówek.

– Znam przypadek, gdy pracownik domagał się przed sądem wynagrodzenia za nadgodziny. Świadkowie zeznali, że bardzo dużo palił. Powołano biegłego i obliczono, ile czasu poświęcił na to przez lata. W rezultacie sąd uznał, że w ten sposób skonsumował on nadgodziny i dodatkowe wynagrodzenie mu się nie należy – dodaje.

Pracodawcy mogą też oczywiście stosować mniej oficjalne rozwiązania.

– Przy odpracowywaniu nieformalnych przerw to pracodawca jest obciążony ciężarem dowodu, że dana osoba poświęca konkretną część czasu na sprawy niezawodowe. Moim zdaniem skuteczniejsze są rozwiązania organizacyjne lub motywacyjne, np. ograniczenie możliwości palenia tylko do wyznaczonych miejsc, co wiąże się z koniecznością wyjścia na zewnątrz firmy i użycia magnetycznej karty wstępu – tłumaczy Grzegorz Orłowski, radca prawny z kancelarii Orłowski Patulski Walczak.

Trzeba pamiętać, że zdarzają się pracownicy, którzy twierdzą, że w trakcie przerwy na papierosa wykonywali obowiązki zawodowe (np. odbyli telefoniczną rozmowę służbową; dotyczy to w szczególności pracowników umysłowych). To może stwarzać problemy z ustaleniem czasu do odrobienia po godzinach.

Reklama

Do zmiany?

Czy zatem w związku z zaplanowaną nowelizacją w sprawie czasu pracy ustawodawca powinien uregulować odpracowywanie nieoficjalnych przerw?

– Moim zdaniem wystarczy unormowanie tej kwestii w regulaminie pracy. W wielu przypadkach odrabianie czasu poświęconego na sprawy niezawodowe byłoby problematyczne. Chodzi np. o zatrudnionych w systemie zmianowym lub przy taśmie produkcyjnej, która działa przecież tylko w określonych godzinach – uważa prof. Męcina.

Podkreśla, że już teraz art. 141 k.p. umożliwia pracodawcy wprowadzenie godzinnej (niepłatnej) przerwy na spożycie posiłku lub załatwienie spraw osobistych.

– Znam wiele przypadków, gdy zatrudniający proponowali takie rozwiązanie, ale przedstawiciele pracowników nie byli nim zainteresowani – dodaje.

Z legislacyjnego punktu widzenia trudne byłoby też doprecyzowanie, o jakie przerwy chodzi.

– Przecież w trakcie tych na toaletę zatrudniony też nie pozostaje w dyspozycji pracodawcy. A z indywidualnych względów czas poświęcany na te czynności może być znacząco różny u poszczególnych pracowników. Nie możemy doprowadzać do absurdalnych sytuacji i nadmiernej legislacji – uważa mec. Orłowski.

Zdaniem prof. Gładoch najskuteczniejsze są w tym przypadku "miękkie” metody.

– Kwestie te powinny być unormowane w formie zwyczaju przyjętego w danej firmie. Pracodawca może poinformować zatrudnionych, że codziennie mają prawo np. do trzech przerw. Jeśli takie ustalenie nie będzie przez nich przestrzegane, może przewidzieć konieczność odpracowywania czasu poświęconego na sprawy niezawodowe – tłumaczy.

Wskazuje, że kwestie te nie powinny być bagatelizowane przez zatrudniających.

– Osoby niepalące dostrzegają to, że z tego powodu pracują dłużej niż palacze. Z badań wynika, że osoba paląca już 15 minut przed wyjściem na papierosa myśli o tym, a przez kolejne 15 minut po powrocie odczuwa żal, że dymek właśnie się skończył – podsumowuje prof. Gładoch.