Patrząc na rozmaite zarzuty pod adresem papieża z perspektywy historyka religii, Alain Besançon zwraca uwagę, że doskonale obrazują one zmianę pozycji Kościoła we współczesnym świecie. A także duchowy klimat naszej epoki. To, że przy każdej głośniejszej krytyce Benedykt XVI natychmiast wchodzi w dialog z mediami, tłumacząc się ze swego postępowania, jest najlepszym dowodem dogłębnego unowocześnienia się Kościoła. Krytyka, nawet ta najcięższa, od dawna nie jest już traktowana jak świętokradztwo. W tym katolicyzm różni się zasadniczo choćby od islamu, który każdą krytykę ze strony Zachodu traktuje jako zamach na same fundamenty swej wiary. Liberalne media bezlitośnie wykorzystują tę spolegliwość Kościoła, traktując go jako łatwy cel ataków. Przykład awantury wokół lefebrystów doskonale pokazuje zdaniem Besançona podwójne standardy stosowane przez media w ocenie katolicyzmu i innych religii. Jawnie antysemickie wybryki muzułmanów nie wzbudzają niemal żadnych reakcji. Zaś cień podejrzenia o antysemityzm rzucony na Watykan wywołuje natychmiast gigantyczną burzę.
Alain Besançon*:
Medialna krytyka poczynań Benedykta XVI mówi bardzo wiele o duchowej kondycji naszych czasów
Powinnością papieży jest czuwać nad jednością Kościoła. Historia uczy, że rozłamy kościelne, skoro już staną się faktem, o wiele łatwiej utrwalać i pogłębiać, niż zasypywać. Paweł VI i Jan Paweł II nie podnosili zagadnienia schizmy lefebrystów do rangi spraw pilnych. Nie brakowało ważniejszych problemów. Dopiero Benedykt XVI uznał, że pora wreszcie się tym zająć. Jako znakomity uczony, profesor wielkiego formatu i smaku nie mógł być zadowolony z obserwowanego od czasów Vaticanum Secundum liturgicznego dryfu. Wiedział, że w warunkach powszechnego dogmatycznego rozprzężenia i teologicznego relatywizmu zarówno osoby wykształcone, jak i ludzie prostej kondycji potrzebują czuć solidny grunt pod stopami, a nie ma niczego lepszego i bardziej wypróbowanego od należytej celebracji i godnej służby Bogu, jednym słowem od liturgii. Antyczna maksyma "lex orandi, lex credendi" stała się podstawą działania w większym stopniu niż kiedykolwiek wcześniej. Obecny papież to prawdziwy ekspert od spraw liturgii. Dobrze wie, jak wiele liturgia chrześcijańska zawdzięcza Świątyni Jerozolimskiej, synagodze, a także wszystkim innym tradycjom nawarstwionym od niepamiętnych czasów. Nieraz wyrażał żal, że obecna liturgia w niedostatecznym stopniu o nich przypomina, przez co sprawia wrażenie, jakby powstała w oderwaniu od wszystkiego, co przecież dalece odbiega od prawdy.
Już pierwsze zdanie komentarza odredakcyjnego ("Benedykt XVI w przeciwieństwie do swego poprzednika Jana Pawła II nie cieszy się, delikatnie mówiąc, nadmierną sympatią światowej opinii publicznej") jest nieprawdą. Ani B16 ani JP2 nie cieszyli się jakąś szczególną sympatią opinii publicznej na świecie - pamiętam jak wielkim szokiem dla wielu Polaków było to, że większość komentarzy ukazujących się po śmierci tego drugiego była mu raczej nieprzychylna. Tylko my w Polsce żyjemy w naiwnym przeświadczeniu, że cały świat go kochał i uznawał go za jedną z najważniejszych postaci XX wieku; oprócz nas mało kto jednak go za takiego uznaje. @an.drew: Pański komentarz jest pierwszym, bo tekst jest wyjątkowo marny. Główne przesłanie - w ciągu ostatnich kilkuset lat nastąpiło radykalne przetasowanie w obrębie wartości wyznawanych przez zachodnią cywilizację - jest takim truizmem, że aż ręce opadają. Besancon nie dodał nic nowego do dyskusji o podstawach aksjologicznych współczesności. Konserwatywny gmin i tak od dawna uważa, że za wszystko co złe obarczyć trzeba "współczesne lewactwo", "salon" itp, który zamiast dobrej i słusznej religii chrześcijańskiej upatrzył sobie nowe wartości. Besancon nawet nie próbuje wytłumaczyć dlaczego tak się stało - pewnie dlatego, że wie, iż odpowiedź byłaby jeszcze bardziej banalna niż reszta tekstu: "czasy się zmieniają". Pozdrawiam, Artur