Pięć z nich jest zainteresowanych kupnem majątku w Szczecinie, trzy zawalczą o aktywa stoczni w Gdyni. Co to za firmy? Czy wśród nich pojawili się inwestorzy z Kataru i jakie części majątku zamierzają kupić? To ścisła tajemnica. – Nie ujawniamy takich informacji – mówi Roma Sarzyńska, rzeczniczka Agencji Rozwoju Przemysłu. Do startu w przetargu sam przyznał się jedynie właściciel prywatnej stoczni Maritim Shipyard w Gdańsku Janusz Baran.
Całej stoczni nie chce nikt
Wczoraj minister skarbu Aleksander Grad powiedział wprost: – Nie ma inwestora, który chciałby kupić cały majątek stoczni w Gdyni czy Szczecinie. Jest szansa, że ci, którzy wpłacili wadium i będą licytowali za dwa tygodnie ten majątek, będą tworzyli tam miejsca pracy.
Na dziewięć składników stoczni w Gdyni nie znaleziono żadnego amatora. Nieoficjalnie wiadomo, że nikt nie jest zainteresowany częścią majątku odpowiadającą za produkcję, czyli pochylnią. W Gdyni nikt nie chce kupić aż 11 elementów.
Ale tutaj są chętni na zakup majątku produkcyjnego, np. doki. Co to oznacza? – Smutny koniec złudzeń i snucia opowieści, że w Szczecinie czy Gdyni można jeszcze wskrzesić produkcję statków – mówi Bartosz Arkułowicz z SLD i nie szczędzi krytyki rządzącym. – To przykre, kiedy majątek tak ważnego podmiotu jest sprzedawany na internetowej aukcji. W ten sposób to można co najwyżej handlować starymi książkami – dodaje.
> **Ksiaze_Bulbo Napisał(a):** > Skroro na świecie sa stocznie, ktore bardzo dobrze prosperują to u nas też mogły takie istnieć. Ej książe, zimno jest , jakąś cieplejszą ubierz czapeczkę. Był już taki mędrzec ==== skoro na socjalistycznej Kubie rosną pomarańcze to i w socjalistycznej Polsce też mogły by. Stocznie holenderskie ?