Bogate kraje, którzy do tej pory udzielały kredyty biedniejszym bałkańskim sąsiadom, stopniowo wycofują się z dotychczasowego wsparcia. Pożyczkodawcy obawiają się bowiem, że sytuacja gospodarcza krajów-beneficjentów pogorszy się na tyle, że te nie będą w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań. Ponadto, niechęć kredytodawców potęguje nieprzejrzystość bałkańskich gospodarek oraz wysoki poziom korupcji.
Na pogorszenie sytuacji gospodarczej Bułgarii miało wpływ kilka czynników. Przede wszystkim Bułgarzy związali swojego lewa z euro, co, podobnie jak w przypadku Łotwy, skończyło się poważnym osłabieniem waluty. Niebagatelne znaczenie miała także lansowała przez Sofię na początku mijającej dekady zbyt luźna polityka gospodarcza. Poza tym, deficyt na rachunku obrotów bieżących w 2008 r. wyniósł aż 25 proc. PKB i był najwyższy spośród 80 gospodarek wschodzących, które znalazły się w zestawieniu Fitch Ratings. Gwałtownie wzrosło także zadłużenie zagraniczne brutto, które osiągnęło poziom 102 proc. PKB.
>>> Rehn: Bałkany powinny wejść do Unii
Fundamenty bułgarskiej gospodarki może także podmyć kryzys na rynku nieruchomości. Dotychczas sektor ten przeżywał niekontrolowany boom, a sprzedaż domów i mieszkań rosła błyskawicznie. Jeśli jednak, podobnie jak w przypadku waluty, i tu powtórzy się łotewski scenariusz, to za 15 miesięcy można spodziewać się spadku cen nieruchomości nawet cen o 50 proc. "Sytuacja makroekonomiczna w Bułgarii jest ponura" - uważa Lars Christiansen, dyrektor ds. rynków wschodzących w Danske Bank. "Inwestycje zagraniczne gwałtownie spadły, a gospodarka w maju i czerwcu wyraźnie spowolniła" – dodaje.
Zdaniem Christiansena, istnieje duże prawdopodobieństwo, że kryzys w Bułgarii rozprzestrzeni się na inne kraje regionu, bowiem główymi kredytodawcami Sofii są m.in. Grecja, Węgry i Włochy. By zapobiec transmisji załamania na swoje rynki, pożyczkodawcy podejmują rozmaite działania, które uchronią ich gospodarki przed zgubnymi wpływami z Bułgarii. Na przykład, w Grecji tamtejszy bank centralny nakazał takim bankom jak EFG Eurobank, Alpha czy Pireus, by nie udzielały bałkańskim filiom żadnej pomocy z wartego 28 mld euro pakietu ratunkowego. I choć jest to wbrew akceptowanej w całej UE polityce wspierania lokalnych placówek w Europie Wschodniej, to Ateny i tak nie mają za bardzo wyboru, bo grecka gospodarka nie jest w najlepszej kondycji.
Podobne problemy trapią także Rumunię, jednak w jej przypadku władze mają większe pole manewru. W przeciweństwie do lewów, kurs rumuńskiej waluty jest płynny. Nie oznacza to bynajmniej, że Rumunia, podobnie jak i jej bałkańscy sąsiedzi, nie potrzebują pomocy z zewnątrz. Jak zaznacza Samir Patel z Research2 w przypadku Serbii, Chorwacji, Macedonii, Albanii, Czarnogóry oraz Bośni i Hercegowiny „stały dopływ kapitału pomocowego” jest niezbędny. "Jeśli kraje nadbałtyckie są złym snem Szwecji, to Bałkany mogą stać się koszmarem Grecji, Włoch czy Austrii. Południowej Europie grozi całkiem poważnie gospodarcza zapaść" – dodaje Patir.
@, bałkańscy mafiozi poczytajcie encyklikę Benedykta XVI .