piątek  19 marca 2010 r.  Imieniny: Bogdana, Józefa, Wasyla
 
To view this object you need Flash
Poleć znajomemu
|
Umieść na Facebooku Dodaj do Blipa Dodaj do Twittera Wykop artykuł Dodaj dośledzika Wersja mobilna
|
Wydrukuj
|

Skomentuj

e-mail: 

Czy to wycieczka czy państwowa wizyta?

Kto zapłaci za premiera na tropach Inków

Donald Tusk poleciał na... zieloną trawkę. Będzie zwiedzał Peru i Chile.

Donald Tusk poleciał na... zieloną trawkę. W Peru zwiedzi dawną stolicę Inków, a w Chile będzie pił wina z Nowego Świata. To tylko dwa punkty z nieoficjalnej części podróży premiera do Ameryki Południowej. Wyprawa ma trwać osiem dni. Tylko jeden dzień można uznać za roboczy - będzie poświęcony na udział w szczycie Unia Europejska - Ameryka Łacińska. Ile będzie kosztować ten wypad do ziemi Inków? - pyta RMF FM. Tego dowiemy się dopiero po powrocie premiera.

Koszty tej dalekiej podróży nie były nawet szacowane - dowiedziała się reporterka RMF FM od rzeczniczki rządu. Ile będzie kosztować podróż szefa rządu, dowiemy się po jego powrocie do kraju. Nie wiadomo jeszcze, czy za nieoficjalną część wizyty Tusk zapłaci sam, czy zrobią to podatnicy.

Premier poświęci naprawdę dużo czasu na podziwianie uroków Ameryki Łacińskiej. Zacznie od poznawania kultury prekolumbijskiej. To jedna z pasji żony premiera (Donald Tusk poleciał do Ameryki Łacińskiej z żoną). Tuskowie polecą z Limy do starożytnej stolicy Inków Cuzco i zbudowanego przez nich na odludziu Andów Machu Picchu.

Premier i jego żona odwiedzą muzeum sztuki starożytnej w Limie i obejrzą park wodny, w którym niektóre fontanny biją na wysokość ponad 100 metrów. A w Chile jedno popołudnie poświęcą na degustację trunków w najsłynniejszej winnicy Concha y Toro.

Wyzwaniem będzie podróż koleją andyjską zbudowaną przez Ernesta Malinowskiego, która wznosi się z poziomu morza do wysokości blisko 5 tysięcy metrów. Premier chce koniecznie złożyć na szczycie kwiaty przed pomnikiem polskiego inżyniera.

Ośmiodniowa podróż (w tym po dniu na przylot i powrót) na pewno nie należy do tanich. Zwłaszcza że tym razem premier nie poleciał za granicę rejsowym samolotem, tylko rządowym. Kto za to zapłaci? Nie miejmy złudzeń, że premier pokryje wszystkie koszty tej wizyty. Za sam samolot musiałby zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Podobne tematy:
Bieżące wydarzenia: