Ron Paul - kontrowersyjny republikanin
"Amerykański Kononowicz" robi furorę przed wyborami
Jest za legalizacją narkotyków, zniesieniem większości podatków i rządu federalnego oraz za totalnym uzbrojeniem obywateli USA w broń palną. To Ron Paul, republikański populista, który robi furorę w USA. DZIENNIK pisze, że na wiece polityka przychodzi już więcej osób niż na Hillary Clinton.
Sam chyba nie spodziewał się tak wielkiej sławy. Pozbawiony szans na zwycięstwo i postrzegany jako ultrapopulista, mimo to bardziej głośny niż Rudolph Giuliani i bardziej rozchwytywany niż Hillary Clinton. Prawdziwym hitem kampanii przed amerykańskimi wyborami prezydenckimi 2008 stał się 72-letni republikanin Ron Paul, "szalony dziadzio z Teksasu", który zapowiada rozwiązanie rządu federalnego, wystąpienie z NATO i ONZ, i który obiecuje, że pod jego rządami broń będzie łatwiej kupić niż bułkę.
"Prawdziwi amerykańscy patrioci sprzeciwili się kiedyś angielskiemu królowi. Dla mnie patriotyzm to zdolność przeciwstawienia się opresyjnemu państwu" - mówi na swoich wiecach. Paul stał się ikoną dla prawicowych Republikanów - wrogów podatków, miłośników broni, zwolenników izolacjonizmu i tych, którzy uważają, że wszystko co złe bierze swój początek w federalnym Waszyngtonie.
Teksański kongresmen, który twierdzi, że ani razu w życiu nie głosował za podwyższeniem podatków, zapowiada likwidację większości centralnych agencji i koniec wojny z handlem narkotykami. "Są one wyłącznie kwestią moralną i medyczną" - mówi.
Dwadzieścia lat temu lekarz i dawny oficer Air Force też startował w walce o prezydenturę, ale w boju o schedę po Ronaldzie Reaganie - startując jako niezależny - zdobył zaledwie pół procenta głosów.
Teraz na fali potężnego kryzysu Partii Republikańskiej wraca do łask. 72-letni republikanin, baptysta i ojciec pięciorga dzieci robi furorę w internecie, jego nazwisko jest jednym z najczęściej wyszukiwanych haseł w blogowym portalu Technorati, dziennie dostaje więcej zaproszeń na spotkania z wyborcami niż Hillary Clinton. Sprawy przybrały nowy obrót, gdy biuro Paula doniosło, iż w trzecim kwartale zebrał on tyle samo pieniędzy co partyjny faworyt John McCain.
"To efekt potężnego kryzysu przywództwa w Partii Republikańskiej" - twierdzą obserwatorzy, wskazując, że Grand Old Party wciąż nie ma "pewniaka" na przyszłoroczne wybory - kogoś, kto stawi czoło potężnym Demokratom, wśród których dziś króluje pani Clinton.
"Powiększyliśmy konto o 5,1 miliona dolarów. To aż 117-procentowy wzrost w porównaniu z II kwartałem. Napawa nas to wielkim optymizmem, bo wśród innych kandydatów trend jest spadkowy, średnio o 30 - 40 procent" - mówił DZIENNIKOWI szef ultrakonserwatywnej kampanii Jesse Benton.
"Fenomen" Rona Paula to nie tylko jego wyborczy program. To także specyficzny sposób bycia. W czasie debat Paul - bądź co bądź dawny wojskowy - zachowuje się bardziej jak żołnierz niż polityk. Mówi zwięźle i na temat, nie unika żadnej odpowiedzi, a gdy uważa za stosowne, bez ogródek rozdaje werbalne prawe sierpowe, zwłaszcza kolegom z własnej partii. To Paul jest dziś naczelnym krytykiem swojej partii, zarzucając dawnemu ugrupowaniu Ronalda Reagana i obu George’ów Bushów wszystko: od korupcji i prywaty po doprowadzenie państwa do ruiny.
"Gdy słucham Rona Paula, przepełnia mnie optymizm, że jednak jest szansa na gruntowną odnowę tego kraju i powrót do autentycznej wolności" - mówi DZIENNIKOWI jeden z wyborców Paula - David Crook, na co dzień inżynier zatrudniony w firmie Intel Corporation.
Polityczni analitycy przyznają: Paulowi - mimo że wciąż jest outsiderem - udało się dokonać czegoś, o czym stratedzy Hillary Clinton czy Rudy’ego Giulianiego tylko marzą. Autentycznie zaktywizował internautów i prowadzi imponującą kampanię online. Sęk w tym, że gros jego popleczników to ludzie, którzy skupili się wokół niego wyłącznie "w necie". Widoczni w internecie, poza światem wirtualnym istnieją marginalnie. W ulicznych sondażach Ron Paul nieodmiennie zyskuje zaledwie 2 - 5 procent poparcia, w czasie gdy niejeden internetowy sondaż dał mu... nominację do wyborów prezydenckich.
"Jesse Benton wierzy, że trend się da zmienić. Mamy w rejestrze 53 tysięcy ochotników rozrzuconych po całym kraju, którzy są gotowi w każdej chwili wyjść z domu i zorganizować w swoich wsiach i miastach centra wyborcze. Przypominam, że średnia datków w ubiegłym kwartale wyniosła 44 dolary od osoby. To daje najlepsze pojęcie, jaka kolosalna liczba wyborców nas wspiera" - wyjaśnia.
Jego sztabowcy wciąż mają nadzieję. Znaczna część republikańskiego elektoratu jest mocno zbita z tropu. Zmęczona George’em W. Bushem i jego wojenno-antyterrorystyczną retoryką, niechętna popierającemu aborcję i prawa homoseksualistów Giulianiemu, uznająca za bezbarwnego Johna McCaina i sceptyczna wobec mormońskiego Mitta Romneya, wciąż szuka swojego lidera. 72-latek, weteran amerykańskiego arcykonserwatyzmu, wierzy, że koniec końców konserwatywni Amerykanie znajdą właśnie jego.
Eliza Sarnacka-mahoney