Szef Komisji Europejskiej, Jose Manuel Barroso, nie chce przerywać procesu ratyfikacji traktatu lizbońskiego w kolejnych krajach Europy. "Traktat nie jest martwy "- przekonuje, choć europejscy dyplomaci nie kryją szoku. Eurokraci chcą zwołać pilny szczyt Unii, by zdecydować, co robić dalej.
Przeciwnicy traktatu zwyciężyli prawie we wszystkich okręgach wyborczych, poza stolicą Irlandii - Dublinem. Irlandia to pierwszy kraj, gdzie przyjęcie traktatu napotkało takie trudności.
Cieszą się irlandzcy przeciwnicy traktatu, którzy od wielu tygodni nawoływali do głosowania przeciw. Przekonywali - podobnie zresztą jak sceptycy w Polsce - że dokument pozbawi ich kraj wpływu np. na decyzje w sprawie związków homoseksualnych czy zakazów dotyczących aborcji.
Odrzucenie dokumentu teoretycznie oznacza, że traktat ląduje w koszu. I na nic decyzje kolejnych krajów, które kolejno mówiły "tak". Traktat wciąż czeka na przykład na ostateczną ratyfikację przez Polskę. Zgodę dał już parlament - teraz swój podpis ma złożyć prezydent Lech Kaczyński.
"Sprawa jest bezprzedmiotowa, bo traktat został odrzucony" - uważa jednak poseł Jacek Kurski i chwali prezydenta za to, że nie spieszył się z ratyfikacją. Jednocześnie tłumaczy: "Unia funkcjonuje na podstawie dotychczasowych regulacji. Jest system nicejski, korzystny dla Polski".
"Nie ma co fastrygować, sztukować i dociskać kolanem kwestii tego traktatu. Dajmy sobie z tym spokój" - apeluje poseł Kurski.
Premier Donald Tusk mówi natomiast, że irlandzkie referendum nie dyskwalifikuje samego traktatu, a Unia będzie szukać sposobu na wprowadzenie go w życie.
"Możemy znaleźć rozwiązania, które uwzględnią obawy Irlandczyków, bez konieczności naruszania całej reformy traktatowej. W przeszłości z takich możliwości skorzystano w stosunku do innych państw członkowskich przy okazji Traktatu o Unii Europejskiej z 1992 r." - przekonuje premier.
Szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Krzysztof Lisek wyjaśnia, że dziś o 15:00 zbierze się irlandzki rząd, który ma wyjaśnić, czy tamtejsza konstytucja zezwala na powtórzenie referendum. Bo Bruksela liczy, że referendum uda się powtórzyć i za drugim razem - po nowej kampanii informacyjnej - Irlandczycy wypowiedzą się na "tak".
Czułam, że tak się stanie... Dziwi mnie taki szok "Europy"... Przecież wszystko wskazywało na to, że traktat nie uzyska poparcia mieszkańców Zielonej Wyspy!